ZDROWIE

Motywacja do odchudzania. Czyli jak wyrobić w sobie zdrowe nawyki?

motywacja do odchudzania

motywacja do odchudzania

Jak wyrobić w sobie zdrowe nawyki?

Przypomniało mi się jak kilkanaście lat temu, dzień w dzień budziłam się z obolałym gardłem, w poczuciu ogólnego przemęczenia i zniechęcenia do życia. A jeszcze, jak patrzyłam w lustro, to stwierdzałam i podłamywałam się tym, że codziennie odkładało mi się gdzieś tam na boku kolejne kilka zbędnych kilogramów. Strach ma wielkie oczy. Stąd te dodatkowe kilogramy… codziennie. Ale co tam …

Bo wtedy mówiłam sobie, że jeżeli kobieta po 20-stce, 30-stce, 40-stce, 50-tce … itd (niepotrzebne skreślić), budzi się i nic ją nie boli, to znaczy że nie żyje. Więc żyję. Tak sobie… Nie najlepiej. Wciąż pod górkę.

I było pod górkę, dopóki nie wzięłam się za siebie. Póki nie wzięłam się za wypacanie z siebie toksyn, za rozruszanie ospałych, prawie że efemerycznych mięśni, za zmianę stylu życia i odżywiania. Potem poszło już z górki.

motywacja do odchudzania

Po pierwsze więcej troski o siebie, więcej ruchu….

Więcej troski o siebie – tutaj wcale nie chodzi o popuszczanie sobie. O to, by w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku względem samego siebie bezwładnie rozwałkować szanowne 4 litery na rozkosznie rozpływającej się pod nimi kanapie czy sofie.

Wręcz przeciwnie tu chodzi o danie w nie solidnego kopa. Po to, by wystrzeliły z tej kanapy, jak z procy. Dla własnego dobra. Bo to właśnie do tego zostały stworzone. Nie, nie – do bicia. Ale do bycia w ruchu.

Bo jak to mówi stare przysłowie z Ekwadoru:

Każdy z nas ma dwóch lekarzy: swoją prawą i lewą nogę.

A czasami potrafimy tak się na nich zasiedzieć, że zapominamy do czego wyjściowo nam służą. Bo na pewno nie służą nam tylko do przesiadania się z kanapy do windy, z windy do samochodu, z samochodu na wygodny fotel w pracy, w tę z z powrotem.

One mają dużo ważniejszą rolę do odegrania w naszym życiu. Tylko musimy dać im szansę: jedną i drugą. Wyjść na spacer, raz, drugi, trzeci… Ale żeby pokonać stare zasiedziałe przyzwyczajenia: po pierwsze potrzebna jest motywacja. To znaczy:

Po drugie: MOTYWACJA.

Czyli trzeba wystarczająco mocno czegoś chcieć, by się do tego zmotywować.

By nie skończyło się na jednym razie. Tu owszem można samemu sobie tłumaczyć: że ja nie mam dość silnej woli.

Podejrzewam, że tak na prawdę problem leży gdzie indziej: w braku wystarczającej motywacji.
Jak to fajnie zauważył ojciec Powell (jezuita):

Nie ma czegoś takiego, jak silna i słaba wola. Silna i słaba może być jedynie motywacja.

To tu jest pies pogrzebany. To powinno być punktem wyjścia.

Znalezienie czegoś, co zmotywuje nas do działania.

Może pomoże Wam tu wizualizacja, czyli wyobrażenie samego siebie bez wysiłku wspinającego się po najwyższych schodach… tzn na zwyczajowe trzecie piętro. Ale po małym przygotowaniu fizycznym przekonacie się, że to wcale nie boli tak, jak wcześniej. A nawet przynosi dużo dobrego.

Nie ma tych niekończących międzysąsiedzkich przepychanek, kto był pierwszy i kto pierwszy weźmie windę. Ale jak wspaniale wyrabia mięśnie, jak od tych mięśni “seksownieją” nam nogi.

A tak zupełnie na poważnie, co prawda brzmiący mało poważnie wynik skądinąd poważnego badania, które dowodzi, że: osoby mieszkające na trzecim piętrze statystycznie są w lepszej formie. Bo po prostu częściej (i znowu statystycznie) wybierają się na schody. Czasami po prostu nie mają wyboru. Ale to też dobrze.

Jeżeli jedne małe schody prowadzące na trzecie piętro potrafią tyle zmienić w statystykach… Oczywiście przebiegane codziennie, na piechotę, na tych naszych własnych dzielnych nóżkach. Co to nam Bozia do tego dała.

Jeżeli taki drobny detal ma takie znaczenie, to wyobraźcie sobie, ile dobrego potrafi nam zrobić regularna aktywność fizyczna. Czyż nie jest to wystarczająca motywacja do robienia sobie dobrze, tzn do ruszania się….

I tu wcale nie trzeba być mistrzem świata w sporcie…. Jeżeli od zawsze uważałeś się za sportowy antytalent … Ja też się za takowy uważałam, dopóki nie zaczęłam się ruszać…

A więc jeżeli uważasz się za sportowy antytalent, wszystko, co najlepsze jest jeszcze przed Tobą.

Ten posmak satysfakcji, że zrobiliłeś TO. To przesuwanie własnych granic… Ten posmak zwycięstwa nad samym sobą i okdrywanie, że wcale niesłusznie siebie nie doceniałeś.

Bo jeżeli w szkole byłeś sporotwym antytalentem do koszykówki, do gier zespołowych, do gimnastyki, do podciągania się na drążku (tak mniej więcej wygląda moje sportowe CV), to wcale nie znaczy, że czegoś dla siebie i tak nie znajdziesz.

MOTYWACJA DO ODCHUDZANIA
Ruszaj się, a wtedy żadne lody nie będą Ci strasznie i nie pójdą w biodra…

Po trzecie: znajdź taką formę ruchu, która sprawia Ci przyjemność.

Sekret bycia w ruchu (a więc i bycia w formie) polega na znalezieniu takiej formy ruchu, która sprawi Ci największą przyjemność.

I bez kosmatych myśli. Dla jednych będzie to joga, dla innych aerobik, pływanie, ćwiczenia siłowe… Jak to mówią, co prawda odnośnie czegoś innego, ale tutaj też się to sprawdza: Każda zmora ma swojego amatora.

Na swoim przykładzie chciałabym powiedzieć Wam, przekonać Was, że to działa.

motywacja do odchudzania

Jak przekonałam się do ruchu? Codzienną porcją ruchu.

Aplikując sobie codzienną porcję ruchu. Bo ja od zawsze uważałam się za sportowy antytalent. W tym przekonaniu, sama z siebie – wpędziłam się na tę przytulną  kanapę i tak się na niej zasiedziałam, że nie schodziłam z niej przez długie lata. Ale co tam, każda zła passa, prędzej czy później się kończy.

Prędzej, czy później dotrze do nas, że zdrowie samo do nas nie przyjdzie. To my dla naszego zdrowia musimy zejść z tej rozkosznej kanapy i zacząć się ruszać.

Kanapowa passa u mnie się skończyła.

Upomniało się o to moje zdrowie. To najlepsza motywacja. Tak postawieni pod murem, nie mamy wyboru.

Bezruch, albo zdrowie.

Tzn mamy: wóz, albo przewóz…

Odkopałam stary rowerek treningowy mojej teściowej. To na nim zdobywałam swoje pierwsze sporotowe szlify. Wystarczyło 10-15 minut intensywnego pedałowania codziennie … Moja pierwsza zima bez chorowania.

Oczywiście, to jak, z jaką intensywnością zaczynamy się ruszać: zależy od naszej ogólnej kondycji fizycznej, wieku… Ja byłam wtedy bardzo młodą dziewczyną, więc beztrosko mogłam machnąć na to ręką.

Ale i nie: rozkręcałam się powoli. Bo nie od razu Kraków zbudowano. Nie od razu wdrapano się na Everest swoich sporotowych możliwości… Tylko po kawałeczku. Krok po kroku.

To była pierwsza zima (tak przepedałowana na zimowym rowerku treningowym), kiedy nie dopadło mnie żadne przeziębienie. Po prostu euforia, endorfiny (hormony szczęścia – te wydzielają się po jakiś 20 minutach intensywnej aktywności fizycznej). A to uczucie niesamowicie wciąga i daje samonapędzającego się kopa.

Morał zacznij. Poczuj satysfakcję z samego siebie. Raz, drugi, trzeci, a nie będziesz mógł poprzestać.

Rozstanie z rowerkiem treningowym na jakiś czas wybiło mnie z rytmu. Ale postanowiłam nie przestawać. Stary nawyk zastąpiłam nowymi: jogging, pompki, ćwiczenia rozciągające…

Po prostu postanowiłam, że codziennie będę robić coś dla własnego zdrowia, że codziennie będę się ruszać.  

Po czwarte: Prosta zdrowa kuchnia.

Ale ja nie tylko uważałam się za sportowe beztalencie, ale jeszcze uważałam, że na domiar wszystkich nieszczęść, los dał mi 2 lewe ręce do garów. Ale los lubi nam płatać figle i wyciągać na siłę z bezpiecznej strefy komfortu, w której po cichu się zaszyliśmy…

Bo znalezliśmy sami przed sobą takie nie do obalenia alibi. Bo ja mam 2 lewe ręce do garów. No przecież nie da się z tym czegoś zrobić.

Los dał mi męża Irańczyka. Choć do dziś nie jestem wybitną kucharką… I to nawet nie tylko wybitną, ale po prostu nieszczególnie uzdolnioną – wszystkiego można się nauczyć. Grunt: nie poddawać się, próbować. Nauczyłam się dobrze przygotowywać kilka prostych perskich potraw, np ryż po persku…

A poza tym bazując się na rzeczach, których nie można zawalić, ani przypalić, czy w jeszcze inny mniej lub bardziej zrozumiały sposób – skopać.

Bo najzdrowsze i najsmaczniejsze są najprostsze, najmniej obrobione dania i przepisy: sałatki i smoothie.

Smoothie, bo po prostu nie da się tego ani przypalić, ani w ten czy inny sposób zmasakrować… Po prostu smoothie wychodzą zawsze…

Tzn raz mi nie wyszło (ale ja naprawdę mam do tego talent, a porywałam się wtedy na coś bardzo egzotycznego, tzn buraki w smoothie w egzotycznej oprawie, odradzam). Ale wcale nie musi być egzotycznie, by było lekko.

motywacja do odchudzania

A poza tym do zdrowia wcale nie potrzeba wiele.

Ruszać się więcej, jeść zdowiej. No i myśleć poztywynie i jak najczęściej przebywać w kontakcie z naturą. Bo jesteśmy jej nierozłączną częścią.

A wszystko zaczyna się od tego, by znaleźć dobry powód, by robić sobie dobrze …

A potem systematycznie, codziennie wyrabiać w sobie dobre nawyki:

Po prostu życie jest jak ta szklanka, wszystko zależy od tego, jak na nią patrzymy. Bo albo będzie w połowie pełna, albo od połowy pusta….

Pozdrawiam cieplutko

Beata

motywacja do odchudzania

Zapisz się na newsletter i pobierz darmowy ebook EBOOK DESERY I ŚNIADANIA BEZGLUTENOWO – BEZMLECZNE

O AUTORZE

Przez lata zmagałam się z chronicznymi problemami z gardłem, do momentu, kiedy odstawiłam produkty mleczne.

Dzisiaj, uważam, że można mieć zrównoważoną dietę – eliminując z niej produkty mleczne i mączne.

A dieta bezglutenowa – bezmleczna jest najlepszą dietą odchudzającą.

Wszystko jest kwestią wyrobienia w sobie dobrych nawyków….

Przez lata wierzyłam, że jestem totalnym beztalenciem sportowym, aż zaczęłam się ruszać.

Wierzę w uzdrowicielską moc glinki zielonej.

Jestem niepoprawną miłośniczką zielonych smoothie.

(11) Komentarzy

  1. No właśnie z motywacją jest najgorzej u mnie. Ale się nie poddaję. Jak to mówią – małymi kroczkami do przodu 😉

    1. No własnie, małymi kroczkami jest najskuteczniej. Pozdrawiam cieplutko. Beata

  2. to brzmi tak ładnie i prosto. i faktycznie takie jest, ale dopiero, kiedy to zrobimy. ja długo walczyłam ze sobą. chudłam, tyłam. zaczynałam ćwiczyć, zniechęcałam się. potrzebowałam wielu prób, żeby odnaleźć swój sposób, swoją motywację i swoją równowagę.

    1. No właśnie, wszystko jest trudne, zanim stanie się proste. A w tym wypadku zanim stanie się nieodzownym nawykiem. Pozdrawiam serdecznie Beata

  3. Zmiana nawyków to nie lada wyzwanie, ale kiedy zobaczymy ile dobrego one przynoszą dalej pójdzie już łatwiej. Co do zdrowej kuchni, tak jak piszesz, wcale nie jest trudna i czasochłonna, wystarczy przyswoić kilka zasad 🙂

    1. Emilio, jak to mówią: najtrudniejszy jest pierwszy krok. Dalej idzie mniej więcej już z górki. Pozdrawiam cieplutko Beata

  4. Beata, Ty jak zawsze kompleksowo podchodzisz do tematu, niezaleznie czy piszesz o zdrowiu czy blogowaniu ;). Nic dodać nic ując- zgadzam się ze wszystkim co napisałaś 🙂

    1. Dziękuję serdecznie. Ale wiesz moim zdaniem, gdzieś w tej pogoni za nowoczesnością i szeroko pojętą specjalizacją zgubiliśmy holistyczne, czyli całościowe podejście do człowieka. Człowiek jako całość. Organizm jako naczynia połączone, a nie zbiór organów traktowanych i leczonych każdy oddzielnie. W trosce o zdrowie czasami wpadamy w pułapkę przesuwania problemu z jednego organu na drugi. Pozdrawiam cieplutko Beata

  5. […] Moda na Bio: Jak wyrobić w sobie zdrowe nawyki? […]

  6. Tak też zaczęłam!! Motywacją był niespodziewany wyjazd na wakacje na Chorwację….znacie to lato a du.. jeszcze zimowa. Przebolałam wyjazd i po powrocie wprowadziłam zmiany. Znalazłam siłę na codzienne ćwiczenia, więcej ruchu, muszę jeszcze popracować nad zdrowym odżywianiem ale wszystko małymi kroczkami.

    1. Małymi krokami i nagle niemożliwe okazuje się możliwe. I ze zdziwieniem stwierdzamy, że jednak tego dokonaliśmy. Alleluja. Pozdrawiam serdecznie Beata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.