RELAKS

Tęsknota za ojczyzną, czyli dlaczego tak wielu emigrantów pisze bloga?

blog emigrantki

tęsknota za ojczyzną, blog emigrantki

„Ale się, kurwa, najebałem”. Doleciało do mnie z szeroko otwartego okna. Przecież wiosna za pasem. To nic, że dalej leciało kurwami i innym mięsem. Czy jak wolicie niezbyt cenzuralną polszczyzną, daleką od tej wymarzonej przez profesora Miodka, czy zachwycającej bogactwem lingwistycznym prosto ze słownika Kopalińskiego.

To dobra wiadomość dla obcokrajowców, którzy zechcieli by łyknąć polskiego: ile rzeczy da się załatwić (a raczej powiedzieć) jednym czasownikiem „jebać” (przepraszam, ja tylko cytuję). Bo można przecież: przy- pod- po- do- wy- na- z- roz- za- prze- jebać. I to na zdrowo. Od czasu wypada wziąć oddech i wrzucić jakiś przecinek: Ale kurwa, gdzie kurwa, ten przecinek wstawić. A resztę na migi da się wytłumaczyć. Ale nawet taka szczątkowa polszczyzna (oj ubożeje język na emigracji) jest miła dla ucha emigranta (już 12 lat na obczyźnie). „Do tego kraju, gdzie kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie, tęskno mi Panie” To chyba Norwid.

Swego czasu nasz hydraulik straszył całą starą Unię. Teraz we Francji Polak, złota rączka od wszystkiego tanio, dobrze, szybko i w termini zrobi remont, odmaluje mieszkanie. A że za kołnierz nie wylewa … W końcu czymś robaka trzeba zalać. Samą herbatą się nie da. Trzeba czymś zwilżać gardło przy długich Polaków rozmowach. Ale Polak pije fachowo … Na drugi dzień na pełnych obrotach zasuwa na robocie.

Francuzi mają takie wyrażenie: „pijany jak Polak” (saoul comme un Polonais). Z czasem straciło ono swoje pierwotne znaczenie. A wywodzi się jeszcze z czasów napoleońskich. Kiedy to po wygranej bitwie chłopaki popili w międzynarodowym gronie. A tu nagle Napoleon zarządził przegląd wojska. Inni leżeli trupem na ostrym kacu. Jedyni Polacy byli na baczność (na garde à vous), z podkręconym wąsem, gotowi pogonić kogo trzeba szabelką. Tacy byli ci nasi Waszmościowie szlachta. I wtedy podobno Napoleon pwiedział: że jeżeli pić, to jak Polacy (żeby w razie potrzeby być gotowym do dzieła, czyli do rąbania ową szabelką)

Ale zebrało mi się na pisanie o emigracji. Bo zazdroszczę Asji (odsyłam Was do jej wpisu Na obczyźnie.), że ma w swojej miejscowości polski sklep. Ja polskie przysmaczki wypatrzyłam w lokalnym supermarkecie w dziale koszernym.  Ach te buraczki z chrzanem, kiszona kapusta, ogórki kiszone prosto z kraju z etykietką Made in Poland. A to co, że koszerne. Smakują jak u mamy. I nie mówcie, że diabeł tkwi w szczegółach. A ile ja w ciąży słoików z kiszoną kapustą wciągnęłam, Bóg jeden wie. W takim stanie każda ma swoje zachcianki.

Ale emigracja to przede wszystkim dobra szkoła życia. I jak każda dobra szkoła życia solidnie daje po 4 literach…

A poza tym uczy pokory i optymizmu. A czasami pojawia się potrzeba, by dla pokrzepienia serca coś sobie poczytać (dlatego u mnie w tym tygodniu gości „Pan Wołodyjowski”) i popodjadać (rozumię tu Asję). A na półce mam jeszcze Mickiewicza (Pan Tadeusz), Norwida (jakieś poezje), Jasienicę (historia Polski – uwielbiam). Przytaszczyłam na własnym grzbiecie i nóg nie żałowałam. Ale jak trzeba pomaga zalać robaka. No i jeszcze są te wspaniałe polskie blogi z robótkami (i nie tylko).

Dlaczego więc my emigranci piszemy blogi?

Pewnie po to by się wygadać, nagadać do woli, nadrobić zaległości (ja mam tutaj tylko jedną polską koleżankę – tę samą od 12 lat). Ale mówię to od siebie.

Ale wiosna zobowiązuje.  Niech  więc będzie coś optymistycznego.

Im człowiek jest biedniejszy, tym bardziej potrafi cieszyć się życiem. Tego nauczyła mnie…

Bo ciągle czytam, że w kraju brak perspektyw. I tak sobie myślę, że w Polscie ludziom żyje się coraz lepiej (powiedzmy to sobie uczciwie), a wciąż tyle samo narzekają. Bo weszło nam to w krew.

Ale tylko zapytajcie:  „Co to jest brak perspektyw?” emigranta bez papierów. On pewnie nawet się nad tym nie zastanawia. Bo po co? Sam musi sobie jakoś poradzić. Nikt za niego tego nie zrobi. A już na pewno: im człowiek jest biedniejszy, tym bardziej potrafi cieszyć się życiem.

Tego nauczyła mnie emigrancja i moi emigracyjni znajomi. Nie narzekajmy więc na polską rzeczywistość i brak perspektyw. Bo Francuzi długoplanowo perspektywy mają gorsze. Bo też tak jak my narzekają. Choć im już mało co się chce. A jeszcze….na podparyskich przedmieściach rodzą się tak licznie islamiści

Pozdrawiam

Beata

PS Ale się rozpisałam zupełnie nie na temat. Ale podobno, żeby dobrze pisać, najpierw trzeba wyrzucić z siebie to, co leży na sercu.

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na newsletter

[ABTM id=15613]

Zaobserwuj mnie na Instagramie

O AUTORZE

Przez lata zmagałam się z chronicznymi problemami z gardłem, do momentu, kiedy odstawiłam produkty mleczne.

Dzisiaj, uważam, że można mieć zrównoważoną dietę – eliminując z niej produkty mleczne i mączne.

A dieta bezglutenowa – bezmleczna jest najlepszą dietą odchudzającą.

Wszystko jest kwestią wyrobienia w sobie dobrych nawyków….

Przez lata wierzyłam, że jestem totalnym beztalenciem sportowym, aż zaczęłam się ruszać.

Wierzę w uzdrowicielską moc glinki zielonej.

Jestem niepoprawną miłośniczką zielonych smoothie.

(24) Comments

  1. Podziwiam ludzi na emigracji, ja nawet w obcym mieście nie zagrzałam zbyt długo miejsca. Najbardziej kocham moją mieścinę, chociaż niestety zaczyna się zmieniać, tzn. upodabniać do innych miast i traci przez to swój urok. W Polsce też jakoś coraz trudniej mi się żyje, ale nie wiem czy potrafiłabym wyjechać za granicę mimo iż ostatnio s traszę męża wyjazdem do UK.

    Też uważam, że nie trzeba mieć talentu by osiągać sukcesy, tylko że trzeba włożyć w to coś naprawdę dużo pracy i dążyć do celu. Niestety ja co i rusz zmieniam cel, nie umiem wytrwać zbyt długo przy jednej rzeczy i dlatego pewnie nigdy nie osiągne prawdziwego sukcesu. Mnie najbardziej śmieszy jak ludzie stwierdzają, że nie mogą czegoś zrobić, nauczyć się bo nie mają talentu do tego, a nigdy nawet nie spróbowali na poważnie zająć się daną rzeczą.

    Kwadraty wychodzą ślicznie.
    Pozdrawiam

    1. Ja mam tak samo: co rusz zmieniam cel i w sumie nigdzie nie dochodzę (a cały czas jestem w drodze). Pozdrawiam Hardaska

  2. Byłam trzy lata temu we Francji i podczas spaceru zaczepił nas rodak, który usłyszał jak rozmawiamy po polsku i nie mógł się powstrzymać , aby nie zagadać, porozmawialiśmy trochę i on mówił dokładnie o tym samym problemie, który Ty poruszyłaś, z tego właśnie powodu musiał przeprowadzać się do innego miasteczka, bo w momencie sprowadzenia się kilku islamskich rodzin za chwilę była to cała dzielnica, mówił , że nie wyrobił psychicznie i musiał się wynieść, bo nie dało się już w tym miasteczku normalnie żyć, potem mogłam zobaczyć to o czym mówisz na własne oczy, mam na myśli przedmieścia, nie mieściło nam się w głowie, że są takie miejsca w cywilizowanej Europie, strach było patrzeć, mam ten widok do dziś przed oczami, straszne. Nie wiem do czego to wszystko prowadzi, ale do niczego dobrego na pewno , niestety:(

    1. Wiele zależy od dzielnicy do jakiej się trafi. Ale w takich trudnych dzielnicach czynsze są najniższe. Pozdrawiam Hardaska

  3. mój blog zaczęłam pisac dlatego, że nie chciało mi się powielać maili do rodziny i przyjaciół, którzy pytali dokładnie o to samo. Każdemu trzeba było to samo napisać z jakimiś drobnymi zmianami(bo nie do wszystkich o wszystkim ;)) i stąd mój pomysł na bloga. bardzo prywatne tematy zostawiam na mail, ale reszta… łącznie ze zdjęciami(dlatego tyle fotek u mnie) i wszyscy się cieszą.

    u mnie z kolei nie ma jakoś problemu z tęsknotą za polskim jedzeniem. do sklepu polskiego zaglądam raz na dwa-trzy tyg. i w zasadzie kupuję niewiele. nie rzucam się na chleb, który tu sprzedają, bo nie przypomina mi on już smaku chleba z PL. nie wiem dlaczego tak jest? może nie mam aż takiego poczucia przynależności? a może dlatego, że życie w PL tak nam dokopało, że uciekłam – dosłownie – do Irlandii i to tutaj znalazłam wolność. nie wiem czy mogę powiedzieć, że pokochałam ten kraj, ale na pewno bardzo, bardzo go lubię. Do PL jeździmy rzadko, raz na dwa lata…
    nie mogę powiedzieć, że nie tęsknię, bo tak nie jest. ale wiem, że to, za czym moja dusza krzyczy, już dawno zniknęło, zmieniło się i już nie ma w sobie mojego dzieciństwa, młodosci, a przez to, jakoś zubożało; stało się mi obce. teraz, kiedy wracam z urlopu w PL, mówię: w końcu jesteśmy w domu. to tutaj czuję, ze jest mój dom. żałuje tylko bardzo, ze nasze dzieci nie mają – i nigdy mieć nie będą – tak intensywnego kontaktu z dziadkami, kuzynami, rodziną. To je obdziera z wielu doznań i być może kiedyś będą miały o to żal do nas.
    Sorry za błędy, ale szybko pisałam, bo nie mam dziś dużo czasu
    Anka

    1. Nie pomyslałam o tym: taki blog dla rodziny to fajna sprawa. moj tata z interetem się jeszcze nie oswoił. Pozdrawiam Hardaska

  4. Najdłużej Polskę opuściłam na pół roku na Erazmusa. Wyjechałam do Opavy, więc w zasadzie to nawet trudno tu mówić o przekroczeniu granicy, bo była oddalona o jakieś 5 km^^ I co dwa tygodnie na weekend przyjeżdżałam… Więc w zasadzie nie poczułam emigracji tak naprawdę. Ale dało mi to i tak do myślenia. Że jednak wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej… I jakbym musiała opuścić kraj, czy nawet moje rodzinne miasto, to byłoby mi ciężko. Pewnie bym się przyzwyczaiła z czasem, ale to i tak nie byłoby to samo…

    1. Ja wyjechałam z ciekawosci swiata i nie myslałam, że na emigracji ułożę sobie życie. Pozdrawiam Hardaska

  5. Przez dwa lata mieszkałam w Niemczech. Nie była to emigracja, a wyjazd za mężem, który był tam na trzyletnim kontrakcie. Dla nas był to super czas, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy tam na chwilę. Ponadto „porzuciliśmy” synów w Polsce, więc często bywaliśmy w Polsce. Nie odczuliśmy niedogodności związanych z pobytem za granicą. Nam było dobrze. Zresztą w Polsce też jest nam dobrze. Nie narzekamy. Cieszymy się z każdego dnia. Zdajemy sobie sprawę, że są ludzie, którzy mają gorzej. Pozdrawiam. Dana.

    1. Ja też nie narzekam. Tylko trochę tęsknię. A trudne doswiadczenia są bardzo pouczające i po czasie patrzy się na nie pozytywnie. Pozdrawiam Hardaska

  6. Troche mysle, jak chrabina. To juz nie etsknota za krajem, ale, za tym co minelo… Taki kraj lat dziecinnych, jak to Mickiewicz napisal, ktory w zasadzie istnieje juz tylko w mojej wyobrazni. A bloga piosze, bo od zawsze cos tam pisalam, jakis pamietnik i inne „wypociny” ;9 pozdrawiam z Bawarii 🙂 PS: Najbardziej tesknie za polskimi gazetami…

    1. Ja też tesknię za nimi. Jak jestem w Polsce to sobie kupuję ich do woli. Jak mąż nie patrzy. POzdrawiam Hardaska

  7. kamila wojkam5 says:

    Bardzo przejmujący wpis… czasami człowiek sobie nie zdaje sprawy że te balony „na przedmieściach” cały czas puchną… i pedzej czy później musza trzasnąć.
    Ja rzadko narzekam choć mam ciągle pod górkę, staram się cieszyć tym co się udaje i walczę z przeciwnościami… nie oczekuję od innych… wiem ze nikt za mnie o moje życie walczyć nie będzie więc pretensji do świata, że jest taki miec nie zamierzam.
    A ile razy zastanawiałam się nad tym czy nie wyjechać, sama nie zliczę, ale zawsze jest więcej przeciw niż za… Za są tylko lepsze zarobki ale nie bez powodu się mówi że pieniądze szczęścia nie dają…I szkoda mi osób które z takim optymizmem ruszają na obczyznę bo tam wszystko podane na tacy, bo lepsze życie itp… może niektórym się uda, ale zawsze będzie obcy… ile nocy przepłakały, ile razy miały dość wszystkiego ?
    Nie zazdroszczę … Ale najgorsze to się poddać, więc duuuuzo wiary w to lepsze jurto życzę i siły w zmaganiach z marzeniami 🙂
    pozdrawiam

    1. Dziekuje i pozdrawiam Hardaska

  8. Niekiedy czytając na portalach społecznościowych komentarze ludzi młodych, w moim wieku boję się wyrazić swoje zdanie. Bo czytam: „Rząd Nas okrada”, „Brak miejsc pracy dla ludzi z wykształceniem”, „Wszystko drożeje”, „Trzeba uciekać”. I ja nie wiem co mam myśleć. Nie wyszliśmy z Mateuszem z domu z kieszeniami pełnymi pieniędzy. Nikt nam nie pomaga, a żyjemy dobrze. Staramy się. Jak się skończy dobre studia, a przede wszystkim jak się robi co się lubi to praca jest, szanse są. Tylko trzeba ruszyć 4 litery sprzed monitora, przestać jęczeć i zrobić coś dla siebie. A niestety, tak jak napisałaś, Polak to we krwi ma marudzenie. Niestety. I choćby złote góry mu dać to i tak znajdzie powód by marudzić:)

    1. Cieszę się, że mnie poparłas. Bo trochę bałam się, że każdy powie, że przecież w kraju jest tak zle, a ja na emigracji nie mam o tym zielonego pojęcia. Pozdrawiam Hardaska

  9. Bardzo podoba mi się Twój blog, nie wiem jak długo go piszesz, ale dla mnie jest nowy:)) Szkoda, że mieszkasz w takim miejscu, masz analityczny umysł i bardzo pozytywny stosunek do życia, więc z czasem musi być tylko lepiej :))

    1. Gosiu dziekuje. Juz nie mieszkam w tamtej dzielnicy. Wiec powinno byc lepiej, ale lata tulania sie po prefekturach leza mi na zoladku. Pozdrawiam Hardaska

  10. artdeco says:

    mieszkam bardzo dlugo na emigracji, bloga prowadze prawie 10 lat i mimo, ze mam polski sklep w okolicy (od 3 lat) to moj jedyny kontakt z polskim jest wlasnie przez blogi. Wole zdecydowanie je czytac niz polskie gazety 🙂

    1. Ja też, zresztą do polskich gazet (papierowych) nie mam dostępu. Pozdrawiam Hardaska

      1. Może to i lepiej, że nie ma się dostępu do gazet polskich i całego tego szumu. Blogi są bardziej spersonalizowane i wiarygodne.

  11. Myślę, że teraz, po gigantycznej fali emigracji za zarobkiem po otwarciu granic, wiele osób wyjeżdża bo zaplanowało taką ścieżkę rozwoju zawodowego albo spotkało kogoś, z kim chce się związać albo po prostu lubi inny kraj. Ja sama należę do tej ostatniej grupy. Każdy kraj ma swoje plusy ale i bolączki – w każdym miejscu żyje się inaczej. Słowo INACZEJ rozumie się dopiero po zamieszkaniu w nowym miejscu. Ja też zaczęłam pisać ponieważ wiem, że za kilka lat już zapomnę jak bardzo zaskakujące były dla mnie nowe zwyczaje, sytuacje, mentalność. I wtedy z przyjemnością wrócę do starych zapisków – przemyśleń.

    Pozdrawiam Hardaska, blog ze swej natury jest osobisty i subiektywny – i dlatego tak miło się czyta te wybrane. A do Twojego na pewno będę wracać:)

  12. Myślę że wszystko zależy od znalezienia odpowiedniego miejsca na emigrację. Być może Paryskie przedmieścia albo niektóre Londyńskie regiony nie są najprzyjemniejszymi miejscami do życia, to fakt.
    Czasem warto się odważyć na coś co wydaje się wielkim krokiem, ale koniec końców pomaga w znalezieniu swojego miejsca na Ziemi.
    3 lata temu wyjechałam sama do Malezji i okazało się, że to jest właśnie moje wymarzone miejsce na emigrację. Nie jest to co prawda tak wygodne, jak wspomniane Londyn i Paryż, bo Polskę odwiedzam tylko raz na rok jako że jestem 10,000 km od domu. Ale czuję się tu naprawdę dobrze.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na mojego bloga o życiu w Malezji: http://www.zuinasia.com

  13. Emigracja to chyba stan umysłu. Przez te około 6 lat naprawde dobrze poznaliśmy siebie, co nam się podoba a co nie. To była/jest nieustanna podróż. Zdaliśmy sobie sprawę, że żadne pieniądze czy luksusy nie zastąpią potrzeby szczęścia, nikt nas nie przekupi 😀 Teraz też chętnie dzielimy sie spostrzeżeniami, bo z nami też inni emigranci- Polacy się dzielili, a jeśli ktoś jest na początku drogi to łatwiej mu będzie tą całą emigrację zweryfikować. Poza tym dużo jest Polaków na emigracji, więc trzeba sobie nawzajem pomagać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *