ZDROWIE

Dieta antyrakowa i ANTYRAK, czyli książka, która zmieniła moje życie.

Dieta antyrakowa

Jak przestać uciekać przed tym, czego najbardziej się boimy?

Przepraszam, jeżeli tytuł zabrzmiał bardzo pompatycznie. Nie było to moim zamierzeniem. Koniec roku jest dobrą okazją do podsumowań. Dlatego ostatnio sięgnęłam po książkę, która kilka lat wcześniej zmotywowała mnie do zmiany stylu życia. Ta książka to „Antyrak” Davida Servan Schreibera.

Rak to choroba, której obawiam się właściwie od zawsze. Może dlatego, że walka z nią wymaga ogromnej siły psychicznej i odwagi. Tego, by nie poddawać się, choćby nie wiem co. Dlatego podziwiam osoby, ktore z godnością stawiają jej czoła.  Ajednocześnie potrafią cieszyć się każdym kolejnym dniem. Znam takie osoby w swoim własnym otoczeniu.

Ale tak zupełnie szczerze: Kto nie boi się raka?

Tak się złożyło. Nie wiem czy to przypadek czy przeznaczenie, że kiedy odważyłam się sięgnąć po książkę na temat raka, trafiłam właśnie na tę napisaną przez Davida Servan-Schreibera.

Książka ta jest co prawda pozycją popularno-naukową, ale napisaną w sposób co najmniej łopatologiczny. Z założenia ma pomagać innym osobom dotkniętym tą chorobą.  To chyba była życiowa misja jej autora.

O czym nie mówi przemysł farmaceutyczny?

Mowa w niej o tym, o czym nie mówi przemysł farmaceutyczny. Dlaczego nie mówi. Bo jak tu ma mówić o czosnku, poziomkach, kurkumie, zielonej herbacie…  skoro zawartych w nich substancji (jak najbardziej naturalnych, choćby najbardziej skutecznych) nie da się opatentować.  A skoro nie można ich opatentować, nic nie da  się na tym zarobić. Dlatego tak niewiele się o tym mówi.

David Servan-Schreiber: ANTYRAK.

Ale wróćmy do samej książki. Jej fabuła rozwija się na dwóch płaszczyznach:

O pierwszej już wspomniałam – jak wspomóc leczenie raka naturalnymi metodami (dieta, aktywność fizyczna, odpowiednia postawa psychiczna wobec choroby i wobec życia).

Druga to historia młodego (30-letniego) lekarza (autora książki) – dobrze zapowiadającego się, u progu błyskotliwej kariery naukowej na prestiżowym amerykanskim uniwersytecie, u którego (zupełnie przypadkowo) zdiagnozowano nowotwór (mózgu). Możecie wyobrazić sobie, że ta diagonoza spada na niego jak grom z jasnego nieba.

Skłania go do zastanowienia się nad własnym życiem (nad tym, co spowodowało chorobę). Skłania do grutnownej przemiany. W pewnym sensie rak jest dla niego szansą na głębsze przeżycie własnego życia. Tak  przynajmniej w pewnym momencie odebrałam słowa samego autora.

Co powoduje raka?

David Servan-Schreiber na podstawie swojej osobistej historii stara się zidentyfikować czynniki, które przyspieszają rozwój raka. W jego przypadku były to:

  • zabójczy rytm życia ( niedospane noce, dieta z fast foodu i  litry Coca Coli),
  • niewypowiedziane cierpienie psychiczne.

Z pozoru jego życie jest idealne (błyskotliwa kariera w Stanach – autor jest Francuzem…). Ale pod tą błyszczącą otoczką (zrealizowane marzenia o karierze w Stanach) kryje się nostalgia za bliskimi, samotność, wyobcowanie, niedosyt matczynej miłości wyniesiony z dziecinstwa, pragnienie bycia docenionym przez ojca. Chęć sprostania wymaganiom taty (i wysoko zawieszonej przez niego poprzeczce) popycha młodego człowieka do przechodzenia samego siebie. Niestety, dzieje się to  kosztem zdrowia.

Dieta antyrakowa

Zdrowie to kwestia równowagi.

Ta równowaga jest wrażliwa. Za przeciąganie struny (niedospane noce, złe odżywianie się, złe emocje) prędzej czy pózniej trzeba będzie zapłacić. Nikomu nie uchodzi to bezkarnie.

Organizm, w którym zostanie zakłócona równowaga jest bardziej podatny na chorobę. Każdy ma inne granice wytrzymałości. Bycie szczęśliwym w pewnym stopniu chroni organizm i doładowuje go dodatkową energią. Ale w życiu autora wszystko tylko z pozoru idzie jak po maśle. W głębi ducha pozostaje niedosyt, potrzeba  (nigdy nienasycona) udowodnienia swojej wartości i coraz to mocniej doskwierający brak miłości.

Zresztą z przemyśleń, obserwacji i danych zebranych przez Davida Servan-Schreibera z literatury naukowej dowiadujemy się, że sama dieta to nie wszystko. O zdrowiu (w tym o wyzdrowieniu) decyduje siła psychiczna. No i jak ze wszystkim wola walki. Apetyt na życie – ta siła napędzająca nas pozytywną energią. Poczucie, że nasze życie jest warte przeżycia.

Bo gdy załamujemy ręce i czujemy się bezradni, nasz układ odpornościowy też sobie odpuszcza.

Choćby na chwilę, choćby troszeczkę. A wtedy nasz organizm jest dużo bardziej podatny na ataki z zewnątrz (i łatwiej łapie czy to banalne przeziębienie, czy jeżeli sytuacja się przedłuża chronicznie– raka).

Każdy z nas nosi w sobie komórki rakowe. Tyle że nasz system odpornościowy ma dość siły, by zrobić z nimi porządek. Ale gdy dopada nas dołek (przedłużający się – depresja, burn out) komórek rakowych nam przybywa.

Układ odpornościowy – ten strażnik naszego zdrowia ma mniej energii i zapału, by nad nimi zapanować. I tak powoli zdrowie wymyka się mu spod kontroli.

Dieta antyrakowa

DIETA ANTYRAKOWA.

Oczywiście w walce i zapobieganiu chorobie nowotworowej ważna jest dieta. Ta powinna być jak najbardziej bogata w owoce i warzywa. Jednocześnie mieć jak najmniej wspólnego z zestawami serwowanymi w  fast foodach. To bardzo obszerny temat, więc tylko po krótce. Postaram się Was nie zanudzać. Dlatego tylko kilka uwag.

Co jest podstawą diety antyrakowej?

  • Warzywa i owoce we wszystkich kolorach.
  • Szczególnie czosnek, przyprawy i aromaty z czterech stron świata. Rośliny strączkowe, oliwa z oliwek – jednym słowem dieta bardziej południowa (środziemnomorska czy kuchnia orientalna).
  • Talerz tętniący życiem i kolorami. Te kolory to barwniki, w które wyposażone są rośliny (czerwone, pomaranczowe, fioletowe, zielone). Czyli nic innego jak reklamowane (ale nie przereklamowane) …
  • Przeciwutleniacze. Na pewno o nich słyszeliście. To one niczym pancerz, chronią rośliny przed czynnikami zewnętrznymi (drobrnoustrojami, pasożytami, promieniami słonecznymi).

Cała prawda o przeciwutleniaczach.

Prawdziwe bogactwo przeciwutleniaczy znajdujemy w warzywach i owocach pochodzących ze stref o dużym nasłonecznieniu. Natomiast warzywa wyhodowane w szklarni czy pod folią mają ich znacznie mniej. Podobnie warzywa zerwane jeszcze zanim zdążyły dojrzeć (po to, by dotarły na nasze stoły w jak najlepszym stanie) – przeciwutleniaczy mają mniej.

Więcej przeciwutleniaczy znajdziemy w roślinach pochodzących z uprawy ekologicznej. Bo im silniej dana roślina jest wystawiona na działanie czynników zewnętrznych, tym mocniej musi uzbroić się w kolorowy pancerz dla swojej obrony. No chyba, że robią to za nią chemiczne środki ochrony roślin. Wtedy przeciwutleniaczy produkuje mniej.

Zielona herbata jako składnik diety antyrakowej.

Tym można wytłumaczyć bogactwo przeciwutleniaczy i wspaniałe własności zielonej herbaty. Ta rośnie w strefach klimatycznych o bujnej roślinności (duża konkurencja) i dużym nasłonecznieniu. Stąd herbata jest zalecana jako ważny element diety przeciwnowotworowej.

Chodzi tu głównie o zieloną herbatę. Zaparzaną przez co najmniej 5-10 minut i wypitą w przeciągu godziny (zanim przeciwutleniacze bezpowrotnie wyparują). Dodatek mleka do herbaty (jak to robią Anglicy) niweluje ich dobroczynne działanie. Podobnie jak mleko w zestawieniu z czekoladą.

W podsumowaniu. Warto kupować lokalnie: i tylko warzywa i owoce z danego sezonu. To gwarancja solidnej dawki witamin i przeciwutleniaczy, czyli tego co rośliny mają najlepsze do zaoferowania naszemu zdrowiu.

Rak żywi się cukrem.

Stąd powinniśmy jeść go jak najmniej. Bo gdy cukier przechodzi do krwi, zmusza trzustkę do intensywnej pracy i wydzielania insuliny. To wyczerpuje organizm. Warto wiedzieć, że zawarty w roślinach błonnik spowalnia przenikanie cukru do krwi. Stąd cukier zawarty w owocach nie jest problemem. Jest nim zaś cukier przemysłowy, oczyszczony, bez żadnej dodatkowej wartości odżywczej. A tego niestety jemy coraz więcej.

Obliczono, że

  • W czasach, kiedy kształtowały się nasze geny przeciętny człowiek zjadał 2 kg cukru na rok.
  • Gdzieś około roku 1830 ta przeciętna roczna konsumpcja cukru na osobę wzrosła do 5 kg cukru na rok.
  • Pod koniec XX wieku było to już 70 kg.

Ta ilość wciąż rośnie. Czas zrobić rachunek sumienia?

Ale przede wszystkim cieszyć się życiem i żyć z przekonaniem, że jest ono warte przeżycia. To dodaje skrzydeł i zdrowia.

Moje szydełkowanie.

Dzięki Waszym budującym komentarzom (za które gorąco dziękuję) wzięłam się w garść i dokonczyłam mojego szydełkowego misia. Taka jest potęga małego zwycięstwa – chcę szydełkować jeszcze więcej.

Ale zdaję sobie sprawę, że wiele mam do nauczenia się. Ale już wiem gdzie tej nauki szukać. Dzięki wyzwaniu u Maknety odkryłam tyle cudownych blogów.

Pozdrawiam serdecznie.

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na newsletter

[ABTM id=15613]

Zaobserwuj mnie na Instagramie

O AUTORZE

Przez lata zmagałam się z chronicznymi problemami z gardłem, do momentu, kiedy odstawiłam produkty mleczne.

Dzisiaj, uważam, że można mieć zrównoważoną dietę – eliminując z niej produkty mleczne i mączne.

A dieta bezglutenowa – bezmleczna jest najlepszą dietą odchudzającą.

Wszystko jest kwestią wyrobienia w sobie dobrych nawyków….

Przez lata wierzyłam, że jestem totalnym beztalenciem sportowym, aż zaczęłam się ruszać.

Wierzę w uzdrowicielską moc glinki zielonej.

Jestem niepoprawną miłośniczką zielonych smoothie.

(9) Comments

  1. U Ciebie jak widzę zawsze bardzo konkretnie! Rak… no cóż, stałam przed jego widmem… Na szczęście okazało się, że to fałszywy alarm, ale 3 tygodnie miałam z głowy… To dużo zmienia… Teraz jak patrzę wstecz, to stwierdzam, że może właśnie tak miało być, może potrzebowałam takiego otrzeźwienia… Wtedy wszystko wygląda inaczej…

  2. Miś jest rewelacyjny, czyli że udało sie doprowadzic zadanie do końca i co najważniejsze, nei zniechęciłas się! super.

    Rak… w tym roku uderzył w naszą rodzinę, zupełnie niespodziewanie, mimo że jak do tej pory nie było u nas przypadków(choć kto wie, co działo się kiedyś i na co naprawdę umierali nasi przodkowie?)
    Jakby z przypadku, w tym roku jakos bardziej skupiałam się własnie na zdrowszej diecie i teraz, z przyjemnością przeczytałam Twój tekst. Walczę ze słodkościami, bo, jak piszesz, cukier karmi raka. nie słodzę niczego, ale i tak mam ciągoty do wszelkich deserów. może w tym roku spróbuję zawalczyć jeszcze mocniej? Póki co przygotowuję się psychicznie do diety detox i niedługo mam ja zamiar zacząć.

    Anka

  3. Piękny ten miś, dobrze, że go skończyłaś!
    Choroby boję się pewnie tak samo mocno jak Ty, myślę, że dobrze, że ktoś pisze takie książki.
    Pozdrawiam!

  4. Świetny miś! Bardzo mi się podoba!

    Rak … cóż, moim zdaniem nie ma się co nadmiernie nim stresować. Jak ma się pojawić, to mimo naszych starań się pojawi. Jak ma się dać zaleczyć, to mimo bardzo złych rokowań się zaleczy. I nikt nie wie, dlaczego.
    A przynajmniej takie mam doświadczenia osobiste i z najbliższej rodziny.
    Ale może jestem wyjątkiem.

    Szczęśliwego Nowego Roku!

  5. Miś fantastyczny ( to nie kurtuazja, zapewniam ), co do lektury, którą prezentujesz – sceptycznie odnoszę się do wszelkiej maści poradników, choć wiem, że często mobilizują one czytelnika do badań kontrolnych i krytycznego spojrzenia na swój sposób na życie. Sama niedawno zapytałam panią w sklepie, ile jest cielęciny w kiełbasie z cielęciną. Po usłyszeniu odpowiedzi – 2%, grzecznie podziękowałam. Staram się jadać mięso pieczone, zawsze to mniej chemii i innych wypełniaczy. A wszystko dzięki lekturze książki o nadciśnieniu. Wczoraj widziałam program o słodzikach, butla napoju i dopuszczalna norma spożycia aspartamu przekroczona. Do czego to prowadzi? Do nowotworów mózgu i układu limfatycznego. Straszne, więc może dlatego często chowamy głowę w piasek i wolimy tego nie wiedzieć. A przynajmniej ja, choć z napojów, to tylko woda mineralna.
    Jakoś pesymistycznie to wypadło.
    Pozdrawiam serdecznie 😉

  6. Śliczny misiaczek, cieszę się, nie poddałaś.

    Ciekawe są twoje wnioski z przeczytanej lektury. Popełniam wszystkie możliwe błędy – zaburzona równowaga, niedosypianie, zbyt duża ilość cukru i stres. Chociaż powoli staram się dojść sama ze sobą do porozumienia.

  7. Nie przepadam za colą i bardzo rzadko ją piję u kogoś, nie jem fast foodów, wysypiam się, ale słodycze lubię. Staram się ograniczać i spożywać je po posiłkach, ale całkiem zrezygnować nie dam rady. Ograniczam też od pewnego czasu słodzenie herbaty i kawy, choć to niełatwe, szczególnie przy kawie

  8. Raka się boje panicznie. I że sama zachoruję i – nawet bardziej – że może dotknąć moje dziecko… Mam solidne podstawy do tego lęku – prawie cała moja rodzina chorowała. Ale czasy się zmieniły, teraz jest on normalną uleczalną chorobą i staram się tak do tego podchodzić. Żyjemy raczej sensownie i zdrowo, lecz gdzieś w środku zawsze jest ten strach – a im mam więcej lat tym gorszy jest i silniejszy. A im więcej czytam tym bardziej wierzę, że wszystko jest kwestia równowagi – jak jej zabraknie wszystko się wali;)

    1. I pewnie zachowania dobrego humoru i optymizmu, bo wtedy nasz organizm pracuje lepiej i skuteczniej broni się przed problemami. Pozdrawiam hardaska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *