Ania Stankiewicz z bloga Lifestylerka – jak odpowiednia dieta (odstawienie produktów mlecznych i mącznych) przyniosła mi poprawę w chorobie Hashimoto.

Ania Stankiewicz Lifestylerka

Mam przyjemność gościć dzisiaj na blogu Anię Stankiewicz, dyplomowanego psychodietetyka i autorkę bloga Lifestylerka, z którą razem współprowadzimy grupę Dieta Bezglutenowa Bezmleczna, w której w tym tygodniu odbywa się wyzwanie: Uwolnij się od glutenu.

Ania opowiada o swojej drodze do zdrowia, o Hashimoto, o długim czekaniu na właściwą diagnozę, o zmianie sposobu odżywiania, odstawieniu produktów mącznych i mlecznych i poprawie zdrowia i samopoczucia. Zapraszam.

Aniu – proszę, powiedz coś więcej o sobie.

Nazywam się Anna Stankiewicz. Jestem dyplomowanym Psychodietetykiem, a także zapaloną miłośniczką zdrowego odżywiania. Od wielu lat choruję na Hashimoto, ale dzięki odpowiedniej diecie oraz suplementacji cieszę się świetnym samopoczuciem, a moje wyniki uległy znacznej poprawie. Na co dzień pomagam kobietom, które pragną wreszcie poczuć się dobrze, poprawić swoje wyniki, schudnąć, a także odzyskać utraconą energię życiową.

Aniu, co skłoniło Cię do zmiany sposobu odżywiania i do wyeliminowania z Twojej codziennej diety produktów mlecznych i mącznych?

W 2012 roku dowiedziałam się, że cierpię na chorobę Hashimoto. Mój stan zdrowia w tamtym okresie był w opłakanym stanie. Byłam permanentnie zmęczona, płaczliwa, pesymistycznie nastawiona do życia.

Często rano budziłam się napuchnięta z tępym bólem brzucha, w którym coś przeraźliwie bulgotało. Powoli zaczynałam bać się cokolwiek jeść i dostawałam napadów paniki na myśl, że mam spożyć jakiś posiłek poza domem. Kiedyś sporo podróżowałam i uwielbiałam to.

Jednak wraz z nasilaniem się moich problemów gastrycznych, proporcjonalnie zaczęła spadać ilość nawet jednodniowych wyjazdów. Każdorazowe wyjście do restauracji było dla mnie męka fizyczną i psychiczną. Starałam się ich unikać. Czasem najchętniej zamknęłabym się w domu i nigdzie nie ruszała. Miałam wrażenie, że życie przelatuje mi koło nosa, a ja z niego nie mam siły korzystać.

Oczywiście zaczęłam pielgrzymki od jednego specjalisty do drugiego. Odwiedziłam kilku gastrologów, poddałam się wielu nieprzyjemnym oraz kosztownym badaniom. Jednak nic nie wykryto. Lekarze przepisywali mi coraz większe ilości różnych medykamentów, niektórzy “życzliwi” sugerowali problemy z głową, a ja traciłam siły do tego, żeby żyć.

W końcu miałam już dość tej sytuacji, postanowiłam wziąć się w garść i zrobić wszystko co w mojej mocy, aby znowu poczuć się dobrze, poprawić swoje wyniki, a przede wszystkim odzyskać utraconą radość życia.

Pierwsze co zrobiłam, to zwolniłam tempo. Następnie zaczęłam poszukiwać informacji na temat moich dolegliwości, a także wpływie odżywiania na samopoczucie i zdrowie. Na własną rękę wykonałam sobie różne badania i próbowałam dociec co tak na prawdę mi jest.

Tylko dzięki uporowi, cierpliwości oraz dociekliwości po wielu miesiącach, a w sumie nawet latach doszłam do tego, że mam niesamowitą nietolerancję na jaja kurze a także źle wpływa na mnie laktoza (żaden gastrolog na to nie wpadł). Dlatego postanowiłam całkowicie wykluczyć jajka z mojej diety.

Jeśli chodzi o produkty mleczne, to obecnie sięgam tylko po kozie lub owcze, które są lepiej przyswajalne dla organizmu ludzkiego niż krowie. Poza tym wybieram te, które nie zawierają laktozy lub jej minimalny ślad. Żółte sery kozie zazwyczaj mają 0% cukrów w składzie, natomiast owcza feta około 0,2%.

Jeśli chodzi natomiast o gluten, to nie zaobserwowałam jego negatywnego wpływu na mój organizm. Jednak nie jest zalecany u osób z Hashimoto dlatego profilaktycznie postanowiłam wykreślić z mojego jadłospisu pszenicę oraz żyto. Zastąpiłam je kaszami, komosą ryżową, brązowym ryżem oraz bezglutenowymi płatkami owsianymi.

Czy widzisz wpływ na tej zmiany w sposobie odżywiania na swoje zdrowie?

Po dokonaniu tych wszystkich zmian mój brzuch wreszcie się uspokoił. Gardło przestało być permanentnie wyschnięte i obolałe. Natomiast przeciwciała tarczycy cały czas spadają w dół (w przeciągu 2 lat z 2500 do 1100), co jest bardzo korzystne, ponieważ świadczy o zmniejszającym się stanie zapalnym.

Kiedy zmieniłam mój sposób odżywiania się i wprowadziłam odpowiednią aktywność fizyczną do rozkładu dnia, to stopniowo zaczęłam odczuwać pozytywne zmiany. Uporałam się z anemią, zaczął wzrastać poziom witaminy D, uspokoił się brzuch oraz żołądek. Czułam się coraz lepiej.

Wróciła energia i dobry nastrój. Poprawił się stan cery, włosów oraz paznokci. Zniknęły stany depresyjne i wieczne zmęczenie. Obecnie jestem coraz bardziej świadoma tego jak dobra jakościowo żywność oraz regularne zajęcia jogi, aerobiku, spacery, a także jazda na rowerze wspaniale wpływają na moje dobre samopoczucie. Pomagają mi zachować szczupłą sylwetkę, sprawiają, że mam energię do pracy, nauki, życia, a także pomagania innym.

Dużo czasu zajęło mi zanim do tego wszystkiego doszłam, ponieważ działałam w zasadzie po omacku.

Miałam za wskazówki strzępki informacji, które wyczytałam w książkach, artykułach, zdobywałam na szkoleniach, czy podczas wizyty u dietetyka.

W pewnym momencie zapragnęłam wszystko to poskładać sobie w jedną logiczną całość, a także dowiedzieć się czegoś więcej na temat zdrowego odżywiania się. W związku z tym zapisałam się do Akademii Dietetyki.

Najpierw uczęszczałam na kurs pierwszego stopnia, podczas którego zdobyłam podstawowe informacje z zakresu prawidłowego odżywiania się, chorób dieto – zależnych oraz układania jadłospisów. Wiele z nich było bardzo przydatnych i praktycznych, dlatego natychmiast wdrożyłam je w swoje codzienne życie.

Po ukończeniu kursu było mi mało, więc od razu zapisałam się na stopień zaawansowany, który przygotowywał do zawodu dietetyka i kończył się państwowym egzaminem. Tak się wkręciłam w temat zdrowego stylu życia, że postanowiłam dalej edukować się w tym zakresie. Zapisałam się na studia podyplomowe na kierunek Psychodietetyka. Ta decyzja, to był strzał w dziesiątkę. Dzięki tym studiom powtórzyłam, uzupełniłam i uporządkowałam swoją dotychczasową wiedzę.

Zmiana nawyków żywieniowych jest długim procesem, wymaga samozaparcia, nie zawsze jest łatwo, kuszą produkty, do których się przyzwyczailiśmy. Jak Ty radzisz sobie z tym wyzwaniem?

Jestem osobą o silnej woli i dość upartą, dlatego nie mam większego problemu z pokusami. Kiedy raz sobie postanowię, że mam zamiar coś zrobić, to po prostu to robię, ponieważ wiem, że to dla mojego dobra. Jednak innym osobom raczej polecam metodę małych kroków. Czyli jeśli ktoś chcesz zrezygnować na przykład z cukru, to polecam najpierw zamiast 2 łyżeczek do herbaty używać przez miesiąc 1,5. Następnie zmniejszyć do 1 łyżeczki, potem do ½. Na koniec w ogóle zrezygnować z cukru lub zastąpić go ksylitolem, który jest o wiele mniej kaloryczny i nie powoduje gwałtownego wzrostu, a następnie spadku poziomu cukru we krwi.

Sprawdza się u mnie też metoda nieradykalnego podejścia do nowego nawyku. Czyli jeśli chcę wyeliminować cukier z diety, to nie mówię sobie, że nie mogę go już nigdy więcej zjeść, dotknąć, czy nawet powąchać. Nic z tych rzeczy. Wszelkiego rodzaju drastyczne zakazy powodują jeszcze większą ochotę na dany produkt. Dlatego eliminuję cukier z codziennej diety, ale daję sobie prawo raz w tygodniu w weekend do zjedzenia jakiegoś dobrej jakości ciastka, czy ciasta. Mam w mojej okolicy kilka sklepów oraz piekarni ze zdrową żywnością, które oferują własne wypieki. Czasem sama coś piekę. Obecnie od ponad 3 lat nie spożywam białego cukru i uwierz mi, że rzadko korzystam z nadanego sobie prawa na weekendową rozpustę. Jeśli mam ochotę na coś słodkiego, to wolę zjeść owoc i orzechy lub ugotować sobie budyń jaglany, czy zrobić zdrowy deser. Poza tym jeśli codzienna dieta jest odpowiednio zbilansowana, to po prostu nie odczuwa się aż takiej ochoty na słodycze.

Aniu, dziękuję serdecznie za rozmowę. I jeszcze….

Przepisy na 4 desery bezglutenowe i bezmleczne

Jesienne bezglutenowe słodkości bez cukru

Zapisz się na newsletter

Zaobserwuj mnie na Instagramie

Related posts

Leave a Comment