12 powodów, dla których szydełkowanie i robótki na drutach (czy ogólnie rękodzieło) służą zdrowiu.

Szydełkowanie  i robótki na drutach...

Szydełkowanie  i robótki na drutach…

Bo ja akurat kocham szydełko. Co prawda nie nawidzę chowania nitek. Ale za to kocham kolorowe kwadraty. Są piękne, radosne, kolorowe, a przy tym lekko trącą myszką. No i tyle można z nich i z nimi zrobić.

Kocham szydełkowanie. Zarówno to beztroskie (bez liczenia oczek). Jak i to z przeszkodami. Gdzie trzeba wgryzać się we wzór, rozgryzać go kawałek po kawałeczku. A przy tym wypada rozgrzać i rozruszać swoje szare komórki. No a czasmi nawet i trochę popruć. Ale tylko troszeczę. Jak tego prucia robi się za dużo, to przestaje to być zabawne. Od szydełkowania można się uzależnić, co powoli staje się moim udziałem.

Niestety również i równolegle jestem uzależniona od czekolady. Dla spokoju sumienia i ogólne dla zdrowia wybieram tą czarną, zawierającą powyżej 70% kakao.

No i nie mieszam jej z mlekiem. Bo mleko anuluje pozytywne działanie czekolady. Tzn dezaktywuje zawarte w niej polifenole. Z tego samego powodu i tego punktu widzenia, herbata z mlekiem wcale nie jest najlepszym wynalazkiem. Niemniej…. moim zdaniem (co prawda podejrzałam to gdzieś w sieci)…

Ale skoro w przypadku czekolady pogrzebałam po literaturze i wygrzebałam 10 całkiem sensownych i zupełnie poważnych powodów, dla których warto ją jeść:

Co prawda zrobiłam to głównie i przede wszystkim dla uspokojenia własnego sumienia. Ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.

No, ale teraz wypada wytężyć szare komórki i stworzyć podobną listę dla szydełka.
Drogie Panie i Panowie: oto

12 niepodwarzalnych powodów (czasami zupełnie subiektywnych i wyciąganych za uszy), które przekonają Was do tego, że

Szydełkowanie robótki, rękodzieło są dobre dla zdrowia.

1. Bo gdy mamy ręce zajęte robótką, nie podjadamy.

Nie mamy na to czasu. Nie starcza nam do tego rąk. Nie idzie nam to w biodra, ani w poczucie winy, które z kolei podkopuje nam poczucie własnej wartości. Zamiast tego tradycyjnego błędnego koła, z którego nie sposób się wyrwać.

Jedno malutkie szydełko i motek włóczki i już wpadamy w system WIN WIN. Dziegamy i nie podjadamy. Bo szkoda nam na to czasu. Szkoda poborudzić włóczkę. Chcemy jak najszybciej przekonać się, co nam z niej wyjdzie…. Po prostu zapominamy o tym, że jeszcze przed chwilą myśleliśmy o tym, co by tu sobie podjeść.

Tymbardziej, że chyba nikt słodkości do buzi nie będzie sobie wkładać nogą. Albo co chwilę prosić osoby trzecie o włożenie…

2. Gdy liczymy oczka, obmyślamy sploty, rozgryzamy wzory … nasze szare komórki są zajęte czymś całkiem konstruktywnym.

Jednym słowem: szydełkowanie, czy ogólnie dzierganie przestawia nasze myślenie na pozytywne tory.
A wtedy po głowie już nie snują się nam czarne myśli. Nie ma tu na nie miejsca. Wtedy nie mamy na nie czasu….

Bo przecież jeżeli włóczka sobie poczeka, my, nasza świeżo rozbudzona ochota, by zobaczyć, co z tej włóczki wyjdzie, już się nie może tego doczekać. Alleluja. Bo chyba nie muszę nikogo przekonywać, że czarne myśli to najgorsza trucizna dla naszego organizmu.

3. Szydełkowanie podsyca w nas wszystko to, co najlesze.

Bo szydełkowanie z jednej strony jest dość proste do opanowania. Ale równolegle z drugiej strony pozostawia nieskończone możliwości rozwoju. Zawsze można iść dalej, jeszcze dalej i jeszcze to dalej. Nigdy nie mieć dość. I nigdy się nie znudzić.

Zajrzyjcie tylko na Ravelry. To taka mekka włóczkomaniaczek. Nie ma że zajrzysz. Zajrzałaś, to znaczy, że wpadłaś. Jak śliwka w kompot. Przepadłaś na długie godziny. A obiad rzetelnie i sumiennie przypala się zostawiony na małym ogniu. Aż sąsiedzi wyzwali Straż Pożarną.

Dopiero przystojny strażak wyrywa nas z tego naszego … zatopienia. A wtedy zatapiamy się w jego srogich oczach i obiecujemy poprawę:

Nie, jeszcze tego osobiście nie przechodziłam. Ale myślę, że z powodzeniem można.

Ravelry. Coraz to nowe wzory, formy, połączenia kolorystyczne. W kreatywnym świecie szydełka (i Ravelry) nie sposób się nudzić.

Ale, nie ma że tylko obiad się przypalił. Ale, jak to kreatywnie i bardzo pozytywnie stymuluje nasze szare komórki (do pozytywnego myślenia). Jak to przepędza, a właściwie nie dopuszcza do nich (tzn do nas) czarnych myśli.

4. Szydełkowanie jak każda manualna dłubanina łagodzi nerwy.

Tymczasem stres zakwasza organizm, rozregulowuje wiele jego funkcji.

Czy przypominacie sobie tego faceta ze starej dobrej polskiej komedii: partyjny beton, w bezkształtnym garniturze, era gomułkowska, prowincjonalna powaga i siermiężność, ale ogólnie ważna szycha.

A tu taka niespodzianka. Ta poważna partyjna szycha w garniturze i pod krawatem z PRL-u w zaciszu partyjnego biura pieczołowicie dzierga szalik. Bo lekarz mu przepisał … na nerwy.

Chcemy więcej takich lekarzy. Na nasze zdrowie. Którzy na poważnie traktują rzeczy tego świata naprawę warte uwagi.

Szydełkowanie i robótki na drutach...

5. Gdy odkrywamy szydełko, odkrywamy nowy kreatywny świat.

Tzn w pewnym sensie odkrywamy świat, który dobrze znamy od lat… na nowo. Bo wtedy zaczynamy snuć się po cudownych blogach z robótkami.

Chcemy wciąż więcej… piękna, kreatywnej stymulacji. A ten kto potrafi dostrzec piękno wokół siebie, potrafi myśleć pozytywnie. Bo wszystko ma gdzieś swój początek. Od czegoś trzeba zacząć. A to jest dobry punkt wyjścia.

6. Obcowanie z pięknymi rzeczami, dotykanie ich (czy to manualne, czy to wirtulane) daje pozytywne doznania estetyczne.

Te na pewno wpływają pozytywnie na nasze samopoczucie, humor. A przez to na zdrowie.

7. Kontakt z włóczką poprawia nam samopoczucie.

Prawdopodobnie głównie nam włóczkoholiczkom (czyli osobom już szczęśliwie uzależnionym od włóczki).

Czasami wystarczy podotykać sobie. Popatrzeć na zgromadzone skarby, tzn zapasy włóczki. Pomyśleć, rozmarzyć się, co z tego zrobimy… No i może zacząć co nieco robić. Nie przypalając obiadu. Przecież rzetelnie to obiecaliśmy przystojnemu strażakowi z punktu trzeciego.

Ale co tam. Gdy się robi to, co się kocha, świat wydaje się piękniejszy, a życie szczęśliwsze.

8. Gdy już skończymy robotkę (pochowamy nitki uffffff), wtedy mamy prawo poczuć błogie uczucie zadowolenia i satysfakcji.

A wszystko, co działa motywująco i poprawia nasze poczucie własnej wartości, służy zdrowiu. Dlaczego? Ano dlatego, że przy tzw okazji stymuluje nasz układ odpornościowy. Ten na codzień ma ręce pełne roboty. Dlatego musi być w formie.

Ale póki jest w formie, my w tzw międzyczasie możemy wygodnie rozsiąść się w fotelu, z robótką w ręku i pracowicie motywować nasz układ odpornościowy, przesyłając mu pozytywne sygnały. I znowu alleluje. Niech się tak (w przyjemny dla nas sposób) biedaczek motywuje do swojej walki, do obrony naszego organizmu.

Bo niestety, tu z drugiej strony negatywne myśli są samospełniającą się przepowiednią. Zaś przepełnieni pozytywną energią, jesteśmy w stanie góry przenosić. No może… prawie.

9. Szydełkowanie jest wspaniałym antidotum na smutek, szarzyznę i nudę.

Takie sobie małe nic, nieznaczące hobby potrafi przepędzić dużo większe (i dużo mniej sympatyczne) problemy. Każda nowa robótka to nowy cel… A nowy cel to nowa energia i motywacja do działania, snucia planów…. I znowu wracamy do punktu wyjścia, czyli nie ma jak szydełko. Ale …

Jak to mówią specjaliści od rozwoju osobistego. Cel, nieważne jaki. Ważne byś go miał. Bo z tego płynie pozytywna energia i pozytywne przesłanie dla całego naszego organizmu.

10. Szydełkowanie (lub ogólnie rękodzieło) potrafi obudzić w człowieku niepodejrzewane pokłady kreatywności.

Tzn takie, o które wcześniej nawet siebie nie podejrzewaliśmy. Boże, ja nigdy nie przejdę przez ten schemat. Przeszłam, przez jeden, drugi, trzeci. Bo tu też w miarę jedzenia apetyt rośnie. A jak dasz mu palec, to on chce całą rękę. On, nasz nieposkromiony i samonapędzający się apetyt na szydełkowanie. A wraz z nimi tyleeeeeeeee pozytywnej energii.

11. Szydełkowanie odciąga od kompuera i innych urządzeń, które emitują promieniowanie elektromagnetyczne i jony dodatnie.

I tu chyba nie muszę dodawać. A jeżeli dodaję to tylko na wszelki wypadek, jakby jeszcze się ktoś nie domyślił, że obydwa są szkodliwe dla zdrowia.

Te nowoczesne urządzenia typu komputer, telefon…, które przywiązują nas do siebie jakimiś niewidzialnymi więzami.

No dobra, w szydełkowaniu jest Ravelry. Ale tutaj też jakiś instynkt odciąga człowieka, tzn kobietę (bo jedyny facet, którego widziałam, że dziegał był w starej polskiej komedii) – od komputera, by przekuć teorię w praktykę. Bo podejrzane, podpatrzone zamienić w namacalną rzeczywistość.

12. Przebieranie szydełkiem to świetna gimnastyka dla paluszków i nadgarstków.

A gimnastyka (choćby taka minimalistyczna) chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła. No dobra, przyznaję się bez bicia: ten ostatni argument jest mocno wyciągany za uszy. Ale JEST. Jak się Wam nie podoba, albo mało Was przekonuje, proszę podsuńcie inne, by dociągnąć do tej dwunastki. Nie parszywej. Błogosławionej dla naszego zdrowia.

Tymczasem

Pozdrawiam serdecznie W ramach tegotygodniowego Wyzwania u Maknety

Beata

 

 

Zapisz się na newsletter

Related posts

11 Thoughts to “12 powodów, dla których szydełkowanie i robótki na drutach (czy ogólnie rękodzieło) służą zdrowiu.”

  1. Nie zapomnij o wymiernych korzyściach szydełkowania:) Tworzysz coś, co pozostaje, coś pięknego, miłego, przytulnego, dla ozdoby albo całkiem praktycznego. Możesz wydziergać prezent, albo chustę dla siebie, którą będziesz z przyjemnością nosiła przez całą zimę. To jest dopiero coś!
    pozdrawiam:)

    1. Masz racje, nawet o tym nie pomyslalam. Dziekuje i pozdrawiam Hardaska

  2. W 100% zgadzam się z tym co napisałaś, żadna tabletka na uspokojenie nie zastąpi błogostanu, jaki osiągamy szydełkując lub robiąc na drutach. Niestety ja wolę druty, nigdy nie nauczyłam się szydełka, a takie szydełkowe kwadraty są cudowne, można z nich zrobić wiele wspaniałych rzeczy np. torbę na lato:))

    1. Gosiu, o torebece nie pomyslałam. Zazdroszczę Ci, że robisz na drutach. No a przede wszystkim zazdroszczę Ci talentow kulinarnych. Pozdrawiam Hardaska

  3. To prawda, robótki pozwalają oderwać się od złych myśli. Kreatywności jakiejś specjalnie wielkiej we mnie nie rozbudziły, ale coś tam się w tej kwestii ruszyło. Udanego weekendu i do poczytania 🙂

  4. Wszystko to prawda.
    Hobby otwiera człowieka na nowe.
    Super bransoletki wydzierałaś.

  5. Ja kiedyś próbowałam szydełkować i na drutach też robiłam ale jednak to nie dla mnie. Wolę bawić się w drewnie.

  6. Ja też szydełkuję, namiętnie i nieprzerwanie – każda wolna chwila, to szydełko w dłoń (nawet podczas gotowania obiadu – przystojnym strażakiem nie pogardzę :P). Ja do tych punktów bym dodała 13 – pomaga rzucić palenie 😀 Świetne zestawienie i miło mi się je czytało 🙂

  7. Nie szydełkuję, ale uważam, że większość punktów można przypisać także innym technikom rękodzielniczym. Jakiś czas temu haftowałam i to była istna joga dla mózgu. Wyciszałam się, stres i nerwy odchodziły na bok 🙂

  8. El.

    Jestem tu pierwszy raz (trafiłam poprzez Środy z książką u Maknety), więc wypada się przywitać 🙂
    Co prawda nie przepadam za szydełkiem (jako narzędziem, bo lubię szydełkowe wytwory), ale zbawienny wpływ robótek na zdrowie (druty, haft krzyżykowy) sama na sobie sprawdziłam – działa i to jak! Drutami wykonałam skuteczną rehabilitację bolącego barku.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. Właśnie jestem na wakacjach i znów… sięgnęłam po szydełko 🙂 Dlaczego sięgam po nie tylko na wakacjach? Nie wiem i obiecuję poprawę, bo faktycznie działa cuda na nerwy 🙂 Dziękuję Beato za ten artykuł 🙂

Leave a Comment