Dlaczego Francuzki nie tyją, takie małpy.

dlaczego francuzki nie tyją, dieta francuzek, jak schudnąć

Z racji tego, że od lat mieszkam we Francji na emigracji, kiedy wracam do kraju, patrzę na naszą rzeczywistość troszeczkę z boku…. Tzn tak patrzę sobie na tę naszą polską ulicę, czy na ludzi w marketach i zastanawiam się:

Gdzie podziały się te smukłe, zgrabne dziewczyny, które dobiwszy do 40-stki nagromadziły tyle bagażu życiowego i życiowego balastu w postaci zbędnych kilogramów.

W zestawieniu z paryską ulicą uderza mnie w naszym kraju ilość pań w pewnym wieku i z pewną wagą.

Paryska ulica wygląd inaczej, bo

Paryżanki w wersji 40+ po prostu potrafią zachować linię.

Oczywiście nie wszystkie. Bo jeżeli pojedziecie na podparyskie przedmieścia, to ten krajobraz też diametralnie się zmienia….
Ale Paryżanki jedzą i nie tyją. Takie małpy. Trzeba im to oddać. Bo to chyba właśnie na tym polega ten legendarny paryski szyk:

Bo też Paryżanki jedzą inaczej i co innego…

Dlaczego francuzki nie tyją?  Po pierwsze we Francji nie ma podjadania.

To znaczy nie ma takiej pokusy, czy potrzeby. Tzn taka pokusa zawsze jest. Bo każdy w jakimś tam stopniu ma zakodowaną w sobie…. tę potrzebę.

Ale we Francji obiad jest na tyle wcześnie, koło 12-stej w południe (Dlaczego Francuzi jedzą obiad w południe.) że trudno znaleźć ku temu dobrą wymówkę. A to porcja dorodnych pączusiów, zamiast drugiego śniadania. Bo przecież, no nie wypada odmówić, skoro pani Kasia, Basia, czy Asia tak świętuje …. cokolwiek… Wypada, jako człowiek kulturalny się przyłączyć. Tymbadziej, że należy się na zgłodniały jak wilk żołądek.

I tak zapychamy się byle czym do porządneje obiado – kolacji po powrocie z pracy…. A Francuzki nie….

Bo one mają obiad w samo południe. Na tyle sycący i na tyle wcześnie, że skutecznie wybija ochotę na podjadanie. Po prostu nie ma ku temu okazji. A to okazja czyni…

No właśnie.

Ostatnio tak sobie rozmawiałam z koleżanką z pracy, też Polką, która trochę tak miota się: wracać do kraju, czy nie wracać.

Właściwie na emigracji nic jej nie trzyma. Ma tu pracę… Ale w kraju też miała pracę. Co prawda gorzej płatną, za to bardziej prestiżową. Wieczne rozterki emigrantów.

Z drugiej strony do kraju też coraz mniej ją ciągnie. Bo dobiwszy do pewnego wieku (nazywanym wiekiem średnim), doszła do takiego sobie wniosku:

Boję się wracać do kraju… Bo w Polsce kobiety starzeją się szybciej.

Ja bym powiedziała, że może nie szybciej. Tylko inaczej. Tak, że jest to bardziej widoczne. Już na pierwszy rzut oka.

Polki rosną w siłę…. optycznie. Co tu będę owijać w bawełnę. Nie chcę tym wpisem nikogo obrazić, tylko zmotywować i pokazać, że można inaczej. Skoro Paryżanki mogą. My możemy też.

Bo co stało się z tym długonogimi dziewczynami z dawnych lat?

Po prostu obrosły w piórka, jak to by powiedział poeta. A mówiąc prosto z mostu: przybrały na wadze, przytyły i wyglądają na starsze niż są w rzeczywistości….

A skoro od razu odbija się to na linii, to od razu i już z daleka rzuca się to w oczy….

Jeżeli Paryżanki dużo mniej dotyka ta zmora, to po prostu dlatego, że rozgrywają to inaczej. Systematycznie, od lat:

Wczesny obiad. Zero podjadania.

A u nas: człowiek chodzi cały dzień głodny. W pracy (i nie tylko) i wiecznie podjada. Do wreszcie sycącej obiado-kolacji.

Owszem znam tutaj we Francji dziewczyny, które też wiecznie są na diecie. Ale obserwuję ich nawyki żywieniowe w czasie pracy: a tu batonik Mars, a tu inna czekoladka na odreagowanie stresu…

One po prostu wiecznie podjadają. A potem wiecznie są na diecie….

Tzn raz są na diecie. A potem sobie tę dietę rekompensują… Błędne koło i dobrze znany efekt jo jo.

Bo tak to jest, że im ambitniej nadrabiamy zaległości, im bardziej chcemy schudnąć, tym dalej z nawiązką przybieramy na wadze. Bo nasz organizm też nadrabia zaległości na wszelki wypadek, robi rezerwy, oszczędniej zarządza tym, co dostaje, na wypadek kolejnej diety cud. I znowu błędne koło…. Ten mechanizm tak właśnie sobie działa:

Kuchnia polska versus kuchnia francuska.

Bo jeżeli nasza tradycyjna kuchnia polska obfituje w produkty mleczne. I generalnie w raczej krzepiąco-sycące dania. Sycące inaczej… Bo jak to mówili w tym kabarecie:

A na to zasmażka….

Było by całkiem nieźle, gdyby nie ta zasmażka: bo mamy grzybki, buraczki, kapusty, rodzime sałatki. Gdyby tak spokojniej jechać po nich tą śmietaną czy majonezem…. Było by inaczej. Długofalowo.

Francuskie obiady są bardziej urozmaicone i przede wszystkim bardziej warzywne…. Tu ziemniaki są tylko jednym z warzyw. Zdarzają się inne na talerzu.

A u nas, jak obiad to obowiązkowo schabowy na pół talerza. Bo inaczej to nie ma obiadu…. tradycyjnie.

A jak razowy chleb do zupy, czy na kolację to też w razowej, czy swojskiej dawce.

Francuzi generalnie jedzą więcej warzyw. No cóż tradycyjnie bardziej sprzyjał temu klimat.

Dzisiaj co prawda mamy globalizację. Choć mimo wszystko warto kupować lokalnie (produkowane lokalnie, bo to jednak więcej świeżości, witamin …).

Francuzi, jeżeli jedzą kawałek sera – to chleb jest tutaj dodatkiem do sera, a nie odwrotnie.

Na początku mojej bytności we Francji zaobserwowałam bardzo wyraźną różnicę kulturową.

Podano ser jako dodatek na kolację:

  • Polacy patrzyli, ile Francuzi potrafią zjeść tego sera.
  • Francuzi patrzyli na Polaków, ile oni tego chleba do takiego malutkiego (w sumie i obiektywnie) kawałka sera – potrafią zjeść.

W naszym przypadku kawałka sera rozkrojonego jeszcze na kawałeczki, żeby jak najwięcej kanapek obskoczył i żeby chlebem można było wystarczająco dobrze się opchać.

Bo Francuzi podany kawałek sera jedzą w całości, podgryzając do tego odrobinę chleba… A to całościowo mniej idzie w biodra… niż opychanie się chlebem….

Co wcale nie znaczy rezygnowania z przyjemności. To jest w tym najlepsze.

Bo można tak jeść, by nie tyć. I wcale nie chodzić cały dzień głodnym.

Czego najlepszym dowodem są Paryżanki.

A można być wiecznie na diecie, być wiecznie sfrustrowanym, rezygnować ze wszystkich dawnych przyjemności (okresowo, bo przecież potem trzeba będzie sobie to odbić)….

Tylko po co? Po to, by w pewnym momencie i tak dopadł nas nieodłączny efekt jo jo. A można po prostu zmienić swój sposób życia i odżywiania, na taki, który mniej idzie w biodra… długofalowo. Zapomnieć o dietach i wreszcie po prostu żyć….

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na newsletter

Related posts

13 Thoughts to “Dlaczego Francuzki nie tyją, takie małpy.”

  1. Nie miałam pojęcia, że tak wygląda sytuacja obiadowa we Francji. Dzięki za doedukowanie!

  2. Sarah

    Ciekawe to co piszesz. Ja kilka lat temu przeprowaddziłam się do UK. Tam po raz pierwszy w życiu zobaczyłam co znaczy naprawdę nadwaga. Takie 120kg wcale nie wydaje się być takie ogromne, a u nas w PL takiego człowieka widać z daleka. Co ciekawe – mężczyźni w UK właśnie za takimi dziewczynami z nadwagą 15kg są oceniane jako atrakcyjne. Za mną się nikt nie obejżał, a wręcz mojemu facetowi współczuli,że taka ‚licha’ niedozywiona z biednego kraju chyba, choć w żadnym razie nie mam ani grama niedowagi. Wracając do Polski na wakacje podziwiałam polskie kobiety, jakie one zadbane, wcale nie takie grube, wcale nie takie szare i naprawdę smacznie zadbane ( w UK kobiety noszą tony masakrycznego mejkapu i wyglądają jak klauny o 12 w południe).
    Co do obiadu w południe – pracuje sporo z zespolami we Francji i wiem,że tam przerwa od pracy to świętość. Nikt nie ma pretencji o znikanie na lunch na godzinę. A u nas? STaram sie bardzo dbać o zdrowie, nie podjadać, ale w przeciągu ostatnich 10 lat pracy w pracy udało mi się zjeść obiad może 3-4 razy. Kanapkę przy biurku i owszem, ale obiad? Na open space nie wyjdziesz z brokułami, brukselką (bo mięsa nie jem) i nie nasmrodzisz. A jak kuchnię mam 30 metrów od biurka to i tak każdy szef czepia się , że” juz10 minut niema cię przy komputerze”. Tysiące razy kończyło się na tym, że taki całodniowy obiad niosłam do pracy a potem z pracy do domu i to skapcaniałe jedzenie dojadałam wieczorem. U nas po prostu nie ma kultury i szacunku dla zdrowia i pewnego komfortu psychicznego pracowników. Wielokrotinie mój szef, kiedy podnosiłam ten temat mówił mi,że mogę jeść przy biurku, a wogóle jego nie obchodzi czy jem czy nie i czy śpię czy nie, bo jak mi nie pasuje to mogę spać pod biurkiem. Jak się ma taką swiadomość, to siedzisz, pracujesz , nie myślisz o jedzeniu i , piciu, wyjściu do łazienki. Nawet jedzenie w takiej atmosferze najdrowszego obiadu nie jest przyjemnością. Stąd wiele osób podjada, a i odreagowuje stres pracy, bo słodkośc i kawa zawsze troszkę poprawią humor.
    Ale ale, wracając do tematu…mnie zastanawia to ffrancuskie seromaniactwo. Przecież sery mają nierzadko i ponad 400 kcal na 100g, w tym znaczną wiekszość stanowi tłuszcz, nawet nie białko. I do tego wino, same przeciez węglowodany. Okej, odpuszczają chlebek, czyli jedza jako przystawkę a nie ‚kanpakę z serem’ ale nadal to mnóstwo kalorii , tłuszczu, nasyconego też… Czyżby to zakrawało na kierunek diet ketogenicznych? A może to kweestia tego,że oni jedzą…bardzo mało? Czyli jeśli serek to 20g, jak winko to 2 łyczki, a na obiadek kilka rózyczek brokuła…?
    I ostatnia rzecz – piękne zdjęcia. Tu tez nasuwa mi się pewne spostrzeżenie. a mianowiscie to, że francuski mają więcej odwagi z ubiorem? Wiele kobiet jest po protsu zanedbanych w kwestii włosów, makijażu, dopasowania stroju… Ja np sama wiem po sobie, że wielu ubran po prostu nie mam odwagi założyć. Nawet przy jakichś rodzinnych okazjach nie mamy w sobie tej potrzeby celebrowania okazji strojem. A francuski w jakis magiczny sposób potrafią się ubrać magicnie, łącząć nietypowe elementy ze sobą, przec co wyglądają ciekawie a jednocześnie jakby wcale nie włożyły wyiłku w to jak wygladają, tylko ot tk, narzuciły coś na siebie. I ta nonszalancja, niepretensjonalna lekkość bytu, jakby czar i szyk miały zapisany w genach/ A może żyję jakimś stereotypem?

    1. Ewe

      bardzo ciekawy artykuł i bardzo ciekawy komentarz. Tez bylam w UK, mam podobne spostrzenie – nawet rozmiary w sklepach sa zawyżane, tak że 36 to tak naprawdę 38 (z konsekwnecją w kolejnych). Byłam we Francji wakacyjnie i to jak francuscy mężczyźni patrzą na kobiety jest fenomenalne. Nie dziwie się,że mają poczucie wlasnej wartosci i czuja sie docenione. To co mamy w glowach sprawia, ze jestesmy piekne. A im bardziej czujemy sie komfortowe psychicznoe tym wiecej mamy energii i checi do dzialania.

    2. Alicja

      Ojej, gdzie ty pracujesz kochana? Masz statutowe przerwy pracy zeby zjesc i odzpoczac od ekranu komputera.

  3. Ja Zwykła Matkaa

    Po trochu masz rację po trochu nie. Myślę że zpolki coraz bardziej dbają oto co im leży na talerzu. Skąd dany produkt czytaj warzywo, jaja, mięso pochodzą. Sporo kobiet niestety kierują się finansami, weż 200 złotych i idź zrobić zakupy, weź sto euro ? Różnica chyba jest. Myślę że z kobietami jest tak w każdym kraju, są grube, chude, szczupłe, w sam raz. Ważne żeby zdrowe były.

  4. Od jakiegoś czasu staram sie jeśc obiad wczesniej. Właśnie o godzinie 12-13 maksymalnie. Pozwalam sobie wtedy na więcej i faktycznie nie mam potem ochoty na podjadanie. Najgorsze jest najadanie się do syta po godzinie 18. Kiedyś tak właśnie się żywiłam i niestety ale odbiło się to troche na mojej figurze….

  5. […] Dała mi tym do myślenia. Zastanawiałam się tak sobie nad tym głośno we wpisie: Dlaczego Francuzki nie tyją, takie małpy. […]

  6. aga

    A ja mam problem calkowicie odwrotny.. odkad przyjechalam do francji to przytylam ok 10 kg wlasnie przez te swiete godziny obiadow, posiadowki nocne przy stole. W pracy wolaja mnie na sile na jedzenie o 12 kiedy jeszcze nie jestem glodna, a najchetniej zjadlabym zwykle delikatne drugie sniadanie, a pozniej czesto czeka sie do bardzo pozna na kolacje – czasem nawet o 21 i z pelnym zoladkiem kladzie sie spac.. Do kazdego posilku dodawany jest deser, ktoremu trudno odmowic. Oprocz tego slodkie croissanty.. + moim zdaniem to wlasnie francuzi jedza duzo wiedzej chleba, do kazdego posilku dodawana jest bagietka nawet do makaronu!
    Wydaje mi sie ze te panie z piekna linia to najzwyczajniej sa stale na diecie lub nie pracuja i maja czas przygotowywac zdrowe posilki i chodzic na silownie, a moze to kwestia finansow lub inne geny..

    1. Zgodzę się. Co prawda nie mieszkam we Francji, ale mam tam rodzinę i często bywam. Takich długich biesiad jak tam, nigdzie nie widziałam. Siedzieliśmy godzinami przy stole, myślałam, że zwariuję. Zaczynało się o 12 i trwało z przerwami do wieczora. Desery, sery i mnóstwo bagietek. Tęskniłam za naszym polskim razowym chlebem.Za to rano, obowiązkowe croissanty z masłem i marmoladą. Mój szwagier ma brzuch jak się patrzy, a i w całej miejscowości widuję sporo grubasów..Polki , owszem, są coraz tęższe, to prawda, ale rośnie też zainteresowanie zdrowym odżywianiem. Stąd popularność bio produktów, nawet sieciówki wprowadzają coraz więcej zdrowej żywności.

  7. Domi

    Tez mieszkam we Francji i mam troche inna wizje tego ” zdrowego odzywiania”. Dobrze ze zaznaczaczasz ze temat dotyczy Paryżanek ze śmietanki (gatunek rzadko spotykany). Moze i szyk chic ale dosc monochromatycznie (czarny, szary) i smutno. Gdzie Ty widujesz te zaniedbane 40letnie Polki, źle ubrane,grube??? Chyba nie wracamy do tej samej Polski??? Francuski sa zwyczajnie genetycznie drobniejsze (uda, biodra, piersi, wzrost), ale Słowianki starzeja sie znacznie lepiej, my sie tak nie (z)marszczymy!! I te kilka kilogramow tez nam służy do wypełniania i wygładzania policzkow:) Nigdy nie jadłam tyle chleba co we Francji (do makaronu, do ziemniakow, nawet z frytkami kanapki!!!). A propos ziemniakow: Polacy jedza je z wody: bardzo zdrowe i małokaloryczne. Swieże Warzywa i owoce sa we Fr., kraju psychozy zywieniowej, bardzo drogie, à przecietny Francuz mysli ze makaron i ryż to tez warzywa:). Główny posiłek je sie wieczorem i deser jest tu obowiazkowy, wiec nie tak lekko…zgodze sie tylko z mniejsza tendencja do podjadania, tego ucza sie od urodzenia (jeden z najnizszych odsetek dzieci karmionych piersia i na pewno NIE na żãdanie, tylko ô wyznaczonych porach jest podstawa!). Nie ma czego zazdroscić!:)

  8. Agata

    Ciekawe wnioski:) ale to chyba głównie w Paryżu. Mieszkałam przez rok na południowym zachodzie (Bordeaux-La Rochelle) i niestety więcej było tych większych Francuzek niż szczupłych… to prawda, zauważyłam to u swojego męża Francuza, ze nie podjadają, ale za to o 19 jak usiądą i zaczną jeść to skończyć nie mogą…. my jednak stosujemy jedzenie łączone polsko-francusko-duńskie. O 12 mamy przerwę na lunch i jemu lunch, ale o 18/19 Polska kolacje 🙂

  9. […] Bo nawet o zdrowiu i medycynie można pisać i budzić tym emocje….  Na totalnie martwym fanpagu udało mi się dotrzeć z tym wpisem Dlaczego Francuzki nie tyją, takie małpy […]

  10. Alicja

    Zgadzam sie z pewnymi wnioskami a i tyle ze mowisz o Paryzu. Faktycznie, centrum Paryza jest obrazem szcuplej Paryzanki (tak jak Manhatan w Nowym Jorku) ale poza nim to juz inaczej.
    Zgadzam sie ze Polki sobie folguja albo po slubie albo po dzieciach, ale tez nie wszystkie. Tu trzeba miec zaparcie i wartosc siebie samej. Widzialm wile Polek, bardzo zadbanych i dobrze wygladajacych w UK gdzie mieszkam on 17tu lat. Widzialm tez te nieatrakcyjne. To samo z Brytyjkami i innymi nacjami.

    Bottom line: dbaj o siebie:-) dzieki za artykul i pozdrawaim Beato

Leave a Comment