ZDROWIE

Zima bez chorowania. Moje zimowe TU i TERAZ.

żeby nie chorować zimą trzeba się
żeby nie chorować zimą trzeba się

Co dzieje się ze mną ta zimą?

Nie wiem dlaczego: chodzą za mną te rzeczy, od których chciałabym się powstrzymać.

Np tutaj co prawda bezglutenowo. Ale…

Dałam się skusić greckiej fecie.

Właściwie to nie: dałam się skusić greckim zielonym paprykom. Są przepyszne. Kupuję je i zjadam słoikami.

No i pozostając w greckim klimacie: dokroiłam sobie cebulkę – to dla dezynfekcji gardła (sezonowo nie zaszkodzi). Do tego:

pomidorki koktajlowe,

sałatkę,

oliwki – no bo jakoś trzeba to sobie urozmaicić.

No i grecką fetę.

żeby nie chorować zimą trzeba się

Na swoje usprawiedliwienie mam to, że ta jednak nie jest z mleka krowiego, tylko z mleka owiec – punkt styczności z dietą ze słynącej z długowieczności Krety.

Bo mleko owiec jest łatwiej przyswajalne dla naszego organizmu. Bo jak porównamy gabarytowo obydwa zwierzątka to…. 🐑🐂🐂🐂🐂.

Ale jestem taki Niedźwiedź Polarny – zimą.

Chciałbym wstać wcześniej, żeby pobiegać. Ale nie mogę. Więc biegam wieczorami.

Chciałabym odżywiać się zgodnie z pewnymi założeniami, ale….Kuszą mnie takie przysmaki, które nie kuszą mnie o innej porze roku. No i cóż – wygrywa to kuszenie.

Jak wtedy, kiedy skończył mi się ryż – więc na kolację było glutenowo – makaron – spagetti.

żeby nie chorować zimą trzeba się

Wcale nie jest mi łatwo odstawić gluten.

Ciągnie mnie do niego. Z mlekiem absolutnie nie miałam tego problemu, ale gluten…

Mam ochotę podjadać chrupiąca bagietkę, ostrzę sobie zęby na spagetti.

Spagetti – żebyście wiedziały, jak czasami chodzi to za mną .

Z drugiej strony po takim skoku w bok od diety bezglutenowo – bezmlecznej, kiedy nasycę swoje ukryte pragnienia – co myślę, że ma związek ze wspomnieniem dzieciństwa (to wewnętrzne dziecko tkwi w każdym z nas).

Kiedy pofolguję swojej słabości do glutenu, łatwiej mi wytrwać przez kolejne dni przy menu bezglutenowym.

A równolegle dla spokoju sumienia kompensuję zieleniną

Z drugiej strony…

żeby nie chorować zimą trzeba się

Rodzinne chorowanie….

Tak to jest, że jak się ma dzieci w wieku szkolnym, to często przynoszą do domu mikroby.

W tym roku uwzięły się na nas zarazki grypy. Wirus grypy w tym sezonie szczególnie rozkładający na łopatki. I że tak powiem grypa nie przebierała, przeskakując z jednego członka rodziny na drugiego. Rozłożyła na łopatki wszystkich, jeden po drugim – z wyjątkiem mnie.

Powiem szczerze: wciąż nie mogę uwierzyć, że wszyscy wokół mnie chorują, a mnie nie dopadło i nie przeczołgało to choróbsko.

Przez wiele lat było dokładnie – odwrotnie. To ja byłam wiecznie chora, kiedy inni w miarę szybko radzili sobie z wirusami.

I tu nie chcę wymądrzać się, że w ogóle nie choruję zimą, bo znana złośliwość rzeczy martwych – zaraz mnie po tym rozłoży i będę miała się z pyszna.

Ale zdecydowanie choruję rzadziej, bo świadomiej dbam o swój układ odpornościowy.

Wiem, że on jest tym siłaczem, który pozwala zawalczyć z chorobą i oprzeć się jej, kiedy wszyscy wkoło chorują.

Tu pomagają mi proste zasady, których się trzymam, czyli higiena życia

Odpowiednia ilość snu.

Pracuję na świeżym powietrzu = pracuję w turystyce = dużo się ruszam. A kiedy ciało jest w ruchu, wszystko krąży w nim szybciej, toksyny też szybciej idą w kierunku wyjścia. A organizm jest bardziej dynamiczny.

Biegam – kocham jogging i tak wypacam z siebie toksyny.

Tak, mam stare babcine sposoby, jak np. woda z miodem i z octem (podobno to opóźnia pojawienie się siwych włosów, ale też zamiennie – zamiast wody z cytryną, potrafi rozbudzić z rana organizm)

A do tego: ocet jabłkowy ma własności dezynfekujące.

Czosnek i cebulka – używam, a nawet nadużywam, ale tylko w dni kiedy nie pracuję.

I sposób, który testuję w tym roku, czyli wzmacniające odporność krople oleju eterycznego Ravintsara na podstawę stopy, po 2 – 3 krople.

I tu może wiara góry przenosi, ale też pomaga nabrać zaufania do swojego układu odpornościowego. A człowiek pewniejszy siebie – lepiej stawia czoła rożnym choróbskom.

W walce z chorobą , czy z podkradającą się chorobą duże znaczenie ma tzw „mindset” – tzw stan ducha, który podbudowuje, ale wręcz przeciwnie podkupuje w nas gotowość do walki z choróbskiem.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na newsletter

[ABTM id=15613]

Zaobserwuj mnie na Instagramie

O AUTORZE

Przez lata zmagałam się z chronicznymi problemami z gardłem, do momentu, kiedy odstawiłam produkty mleczne.

Dzisiaj, uważam, że można mieć zrównoważoną dietę – eliminując z niej produkty mleczne i mączne.

A dieta bezglutenowa – bezmleczna jest najlepszą dietą odchudzającą.

Wszystko jest kwestią wyrobienia w sobie dobrych nawyków….

Przez lata wierzyłam, że jestem totalnym beztalenciem sportowym, aż zaczęłam się ruszać.

Wierzę w uzdrowicielską moc glinki zielonej.

Jestem niepoprawną miłośniczką zielonych smoothie.

(2) Comments

  1. Sposoby nie ważne jakie, czy to wiara czyni cuda czy medycznie potwierdzone. Ważne, że dla Ciebie są dobre i skuteczne.r

  2. Sylwia R says:

    U mnie jest znacznie więcej warzyw i owoców. Mniej przetworzonego jedzenia. Oraz częściej sięgamy po owocowe herbatki 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *