Przestałam pić mleko i pozbyłam się chronicznych problemów z gardłem.

 

Mleko jest niezdrowe i wpędzi Cię w raka.

I to wcale nie jest żaden clickbaitowy tytuł, tylko sama prawda, doświadczenie wielu ludzi. Tyle, że przeciw tej prawdzie stoją grube pieniądze (rozejrzyjcie się tylko po pierwszym lepszym supermarkecie, jaką powierzchnię zajmują w nim: mleko i jego przetwory), potężne lobby i nasze przyzwyczajenia.

Tego, po prostu otwarcie się nie mówi, żeby nie powiedzieć za dużo. Ale czy trzeba mówić, udowadniać, przekonywać. Może tylko wystarczy zestawić sobie te kraje, które mają największe spożycie mleka i te które mają najgorsze statystyki chorób np nowotworowych. Raczej nie będą to kraje, w których mleka wypija się mało, np kraje azjatyckie…

Ale to tylko jeden z 10 -ciu powodów, by jednak tego mleka wypijać jak najmniej….

10 powodów, by jednak nie pić mleka.

Kiedyś byłam bezdyskusyjną wyznawczynią tej codziennej rutynowej świętości: codzienna, sycąca szklanka mleka na dobry początek dnia…

Ale kiedyś też byłam osobą borykającą się z poważnymi problemami zdrowotnymi (problemy larygnologiczne). Aż pewnego dnia zdesperowana brakiem jakiejkolwiek poprawy, mimo tylu starań, tylu wizyt u tylu lekarzy i tylu lekarstw, po prostu odstawiłam mleko i produkty mleczne. Problemy laryngologiczne – jak ręką odjął.

Przypadek? Zbieżność? Jeżeli przypadek, to nie jestem jedynym takim przypadkiem….
Kiedyś, przez całe swoje życie moja mama wmuszała w siebie, jeżeli nie mleko, to jego przetwory. Wcale jej to nie służyło. Miała niezdiagnozowaną nietolerancję na laktozę. Tyle, że w tamtych czasach, w jej czasach to była herezja.

Pij mleko na zdrowie?

Taka była wówczas poranna modlitwa każdego sumiennego pierwszoklasisty…..
Moja mama była dzieckiem w latach 50-tych/60-tych… Dlatego święcie wierzyła, że mimo że mleko wywoływało u niej odruch wymiotny (spontaniczna reakcja organizmu), trzeba pić mleko na zdrowie: na osteoporozę, na pełnię sycącej energii….

Kiedy już naprawdę nie mogła pić mleka, przestawiła się na jego pochodne (sery, twaróg), które jej organizm co nieco lepiej przyswajał.

Sumiennie wywiązywała się z tego wyuczonego obowiązku względem swojego zdrowia. Którym w jej przekonaniu była codzienna porcja produktów mlecznych.

Jak miliony innych osób tak dała się nabrać na zdrowie. Tymczasem mleko przyniosło jej chorobę. Zrozumieliśmy to za późno. Odeszła zbyt szybko, zbyt młodo, niepotrzebnie…. Stwardnienie rozsiane… Co prawda takie lekko podejrzane, bez pewności, czy zostało ono do końca dobrze zdiagnozowane…. Tymbardziej, że podejrzanie pojawiło się u niej dopiero po 50-ątce.

A ona przez całe swoje życie sumiennie piła mleko, mimo że go nie trawiła.

Tak, te wszystkie choroby typu stwardnienie rozsiane…. Czy nikogo nie zastanawia ten wysyp wszelkiej maści chorób autoimmunologicznych. Czy nikt nie potrafi powiązać tego z naszym współczesnym stylem życia. Nie potrafi? Czy raczej nie chce?

Bo w grę wchodzą duże, naprawdę duże pieniądze. Bo policzcie tylko sobie…. Nie, tego nawet nie da się policzyć.

Miliony ładowane w promocję produktów mlecznych….

Nie słuchaj reklam. Wsłuchaj się w swój organizm. Ten powie Ci prawdę.

Nawet jeżeli jako dzieciom powtarzano nam: Pij mleko na zdrowie.

To wcale nie znaczy, że w każdym wieku mleko nam służy.

Po pierwsze z wiekiem możemy coraz gorzej przyswajać produkty mleczne. A jednak robić to siłą przyzwyczajenia.
Niestety w dłuższej perspektywie czasowej takie ignorowanie potrzeb własnego organizmu może mieć poważne konsekwencje… Długofalowo.

Fermentacje, gazy, bóle brzucha, zakłócenie wrażliwej równowagi flory bakteryjnej. Co prowadzi de facto do tego, że rozregulowujemy nasz organizm. A czym że jest choroba? Jak nie utratą pewnej równowagi.

Tymczasem może mamy rozwiązanie w zasięgu ręki….

Dręczą Cię pewnego typu problemy zdrowotne – po prostu – spróbuj odstawić na jakiś czas produkty mleczne i poobserwować swój organizm. Jeżeli problem zniknie, czy sam samoistnie się ureguluje? Czy muszę palcem wskazywać winnego?

Jak to: odstawić mleko… Przecież pijemy je od dziada pradziada, święta tradycja. No, nie do końca. Bo raptem na przestrzeni jednego wieku mleko i produkty mleczne z produktu pobocznego stały się podstawą pożywienia.

Tyle, że nam od dziecka powtarzano, by robić to, tzn pić mleko na zdrowie…… Ale tu wcale nie chodzi o to, by pić je na siłę. Bo kiedyś nam służyło. Bo dzisiaj zwyczajnie może mniej nam służy.

Niestey, pisanie o tym, że jednak można inaczej, to trochę taka beznadziejna walka z wiatrakami…. Bo za mlekiem stoją ogromne pieniądze. A tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, pal diabli zdrowie milionów ludzi….

Bo policzcie sobie tylko te bezkresne reagły z mlekiem i jego przetworami w supermarketach. Te jogurty, sery, desery na bazie mleka. Nie doliczycie się….

Dieta bezmleczna.

ZAPRASZAM DO FACEBOOKOWEJ GRUPY DIETA BEZGLUTENOWA – DIETA BEZMLECZNA.

 

10 dobrych powodów, dla których warto ograniczyć spożycie mleka.

1. Nie zostaliśmy zaprogramowani do tego, by pić mleko przez całe nasze życie.

Nawet jeżeli nasz organizm został zaprogramowany na picie mleka. Ale tutaj chodzi o mleko matki. I tylko w pierwszych miesiącach naszego życia.

Tymczasem mleko krowie to nie to samo. Bo mleko krowie zawiera 3 razy więcej białek od mleka matki i więcej czynnika wzrostu IGF-1. Z kolei ten czynnik wzrostu może przyczyniać się do proliferacji (namnażania komórek rakowych). Inne źródła sugerują, że przyjmowanie mleka krowiego od bardzo wczesnego wieku może przyczynić się do wystąpienia cukrzycy typu 1 u osób posiadających ku temu predyspozycje genetyczne.

Tymczasem można żyć i nie jeść produtków mlecznych. A przynajmniej można spożywać je w sposób co najmniej umiarkowany. Oczywiście z wyjątkiem tych, którzy cierpią na alergie czy nietolerancje pokarmowe.
Ale nawet, jeżeli w miarę trawimy mleko, najlepiej byłoby wybierać produkty mleczne dobrej jakości, z hodowli ekologicznej. I przede wszystkim zachować tu UMIAR. Nie zjadać więcej niż 4-5 produktów mlecznych w tygodniu (w przypadku dorosłych) i 1 dziennie dla dzieci. Bo niesety….

2. Mleko wymaga od nas sporo wysiłku na jego trawienie.

Dlatego najlepiej byłoby wybierać produkty mleczne wstępnie przetrawione: jogutry, kefiry lub produkty wstępnie przetrawione jest twaróg.

Dodatkowo, równolegle wskazana by była dieta w swojej przewadze wegetariańska RAW FOOD, która odżywi naszą florę jelitową.

Można również sięgnąć po mleczne zamienniki mleka krowiego, takie jak mleko i produkty z mleka koziego i owczego. Czyli pochodzące od zwierząt bliższych nam gabarytowo. Co oznacza, że ich mleko zawiera mniej czynników wzrostu.

Dlaczego mleko kozie?

Bo po prostu koza jest mniejsza. Cząsteczki jej mleka są mniejsze, czyli to jej mleko jest dla nas lżej strawne. Podobnie jak mleko owcze. A do tego człowiek wcześniej udomowił kozę. Co oznacza, że nasze geny miały więcej czasu na przystosowanie się do jej mleka.

Tu jeszcze lepsze byłoby mleko oślicy, czy mleko klaczy.

Te zwierzęta podobnie jak my posiadają jednokomorowy żołądek. W odróżnieniu od krowy, która wszystko przemiela w jak to się mówi 4 żołądkach, w rzeczywistości w jednym żołądku czterokomorowym.

Dlatego też mleko od zwierząt że tak powiemy, bardziej zbliżonych do nas anatomicznie, czyli zwierząt jednożołądkowych (czy o jednym żołądku jednokomorowym) będzie dla nas lżej strawne. Gdyż najbardziej zbliża się do składu mleka macierzystego. Dlatego po prostu będzie powodować mniej alergii.

Teraz jeżeli chodzi o sery:

Najlepsze są te jak najdłużej przefermentowane….

Ale tutaj np mniej serów pleśniowych. Bo sery pleśniowe zawierają pleśnie, które mogą wejść w „konkurencję” z naszymi dobrymi bakteriami. Dlatego lepiej spożywać je okazjonalnie. Tu jeszcze taka mała uwaga, dla tych, co z zasady są na diecie: im dany ser jest bardziej suchy, tym więcej zawiera w sobie białka i tłuszczów.

3. Mleko a problem nietolerancji na mleko i alergii.

Bo mleko wywołuje u niektórych osób: alergie czy nietolerancje.

Np na laktozę, czyli cukier zawarty w mleku. I tak np we Francji stwierdzono, że połowa dorosłych ma problem z jego przyswajaniem. W Afryce, czy Azji taką nietolerancję wykazuje aż 80% dorosłych.

Bo, by latoza została odpowiednio zasymilowana, najpierw musi ona zostać odpowiednio poszatkowana przez odpowiedni enzym, czyli laktazę. Tymczasem z wiekiem maleje ilość tego enzymu, który mamy do naszej dyspozycji w organiźmie. Zostaje nam 5-10% jego wyjściowej zawartości.

Co oznacza, że owszem zostaliśmy zaprogramowani genetycznie do tego, by pić mleko matki za młodu. Ale tylko za młodu. Jeżeli z wiekiem ubywa nam laktazy, to dlatego, że nasz organizm w pewnym wieku tego mleka już więcej nie ma pić. W momencie, kiedy wyrobliliśmy sobie zęby, to tak na prawdę już mleka matki nie potrzebujemy.

Kazeina.

Bo ostatnio dużo mówi się o niej.. Bo ten problem: alergii na kazeinę dotyczy coraz większej liczby osób. Szacuje się, że kazeina odpowiada aż za 60% przypadków alergii na mleko krowie.

Alergia? Czyli przesadna odpowiedź naszego systemu odpornościowego na białko zawarte w mleku krowim.

Bo ta (kazeina) została źle przetrawiona przez nasze enzymy trawienne. A niestety: źle przetrawione białka podrażniają naszą barierę jelitową (- zespół nieszczelnego jelita). Wymuszają przejście i przedostają się (na naszą zgubę) do krwiobiegu. Co wywołuje reakcję obronną ze strony układu odpornościowego.

To czwarta pod względem częstotliwości alergia pokarmowa u dziecka.

Symptomy: bóle brzucha, biegunki, katar, kaszel, astma, egzema, swędzenie skóry.

Kiedy byłam dzieckiem mało mówiło się o tego typu problemach. Dzisiaj mam wrażenie, że nastąpiła ich prawdziwa eksplozja.
Dlaczego? I tu może warto zadać sobie to podstawowe w sumie pytanie: dlaczego?

Bo mleko, które pijemy dziś już nie jest takie samo, jak kiedyś. Niby nostalgiczny, sentymentalny banał, który zwykliśmy zwyczajowo ignorować machnięciem ręki. Przyzwyczailiśmy się do tego. Nic nie jest tak same jak kiedyś i już nie zagłębiamy się w to. A jednak zróbmy to. Poszukajmy dalej….

Bo jeżeli dzisiaj anachronizmem byłaby postać Ireny Kwiatkowskiej – kobiety pracującej w 40-sto latku, która w jednym odcinku (jak w każdym kilkakrotnie zmieniała profesję), aż przebranżowiła się w „roznosicielkę” mleka. Po klatkach schodowych. Podobno kiedyś istniał taki zawód….

Co wcale nie znaczy, że dzisiaj zmniejszyliśmy nasze spożycie mleka. Nie, to mleko było kiedyś inne. Począwszy od tego, że było przechowywane inaczej, tj. w szklanych butelkach. Ale to prawdopodobnie przyczyniło się również do zakorzenienia pokutujących w nas do dzisiaj przekonań, że mleko powinno być podstawą pożywienia. Wspieranego grubymi pieniędzmi ładowanymi w reklamę…. W pokoleniu dzisiejszych 40-stolatków, których dzieciństwo upłynęło pod znakiem i troskliwą opieką roznosicieli mleka.

Zmiana opakowania na bardziej ekonomiczne i bardziej praktyczne w dystrybucji to tylko przykrywka dla zmian, które zaszły w jego środku.

Twój kot padłby trupem, gdyby wypił dzisiaj całą miskę mleka.

Przynajmniej taką teorię, czy tezę stawia w swojej książce światowej sławy japoński lekarz – gastroenterolog Hiromi Shinya.

Chcesz otruć swojego kota, nalej mu miseczkę mleka.

Tyle, że dzisiaj nikt już nie karmi swojego kota mlekiem. Od tego są wygodniejsze w użyciu kocie, czy psie chrupki. Wszechstronne. Sama wygoda i ekonomia. I chyba coś jeszcze, jeżeli krytycznie przyjrzymy się, jak one uzależniają naszych czworonożnych przyjaciół? Tyle że znowu mało kto się nad tym zastanwaia. A jeszcze mniej osób mówi o tym publicznie?
Nie wiem, w czym tkwi fenomen kocich chrupek… Nawet nie napiszę tego między wierszami. Ale w pewnym sensie fascynuje i zastanawia…

Moje koty, w momencie, kiedy posmakowały kocie chrupki, nie chciały już zjeść czegoś innego. Jak w tej reklamie. Tyle, że moje koty jej nie oglądały. Zabijały się o te kocie chrupki. Tak, jak wcześniej zabijały się o kawał świeżego mięsa. Nie koloryzuję, ani nie beletryzuję. Tylko włączam swój zmysł krytyczny… Między wierszami.

Ale wróćmy do mleka….

Dlaczego dzisiejsze mleko jest inne od tego wczorajszego. Bo jest ofiarą swojego sukcesu. Produkowane na masową skalę, taaaaaaaaaakimi środkami.

Mleko po drodze do naszego porannego kubka przechodzi 20 – 30 etapów transformacji. obróbki. A w tym naszym kubku ląduje nie mleko od jednej krowy, prosto z alpejskiego pastwiska. Tylko od całego stada krów, albo jeszcze więcej….
A teraz…

Dlaczego obserwuje się coraz wcześniej pojawiający się trądzik u młodzieży, czy nawet u dzieci 8 – 9 cio letnich. Który trwa coraz dłużej. Który nawet dotyczy osób w pewnym wieku.

4. Mleko zakwasza organizm.

Nasza dieta, nasz sposób ożywiania się w ogóle bardzo mocno zakwaszają organizm. Tu szczególnie: mleko i jego przetwory, mięso, wędliny, cukry dodane do wszelkiej maści produktów. No i stres.

Skutek jest taki, że nasz organizm zakwasza się. A wtedy nie ma wyboru, tylko czerpać z rezerw wapnia zawartych w naszych kościach, zębach itp, żeby zrównoważyć w jakiś tam sposób to galopujące zakwaszenie… Tutaj naturalnie pomaga dieta o przewadze warzyw. Relaks, życie w mniejszym pośpiechu i wyeliminowanie, czy ograniczenie pewnych produktów, które ten stan pogarszają.

5. Mleko jest przyczyną rozlicznych współczesnych problemów ze zdrowiem.

Okazuje się, czego jestem żywym dowodem, że można by wyeliminować sporo problemów zdrowotnych, odstawiając na bok – mleko. Tu chodzi głównie o problemy: laryngologiczne, dermatologiczne, problemy związane z trawieniem….
Jak się przekonać o tym, czy mnie też ten problem dotyczy? Bardzo prosto. Wystarczy testowo wyeliminować produkty mleczne na kilka tygodni.

Wtedy bowiem często stwierdza się poprawę u osób wykazujących nadwrażliwość. Lub nawet całkowite zniknięcie problemów: laryngologicznych, dermatologicznych czy problemów z trawieniem.
Na co jestem żywym dowodem. Pozbyłam się dręczącego mnie od lat chronicznego bólu gardła (na który nie pomagało już nic innego), dopiero po konsekwentnym i definitywnym odstawieniu produktów mlecznych.

6. Japonki, które nie piją mleka, wcale nie cierpią na osteoporozę, a europejskie kobiety – TAK.

Bo mleko podobno pomaga na osteoporozę…

Tu tylko taki mały bemol i zupełnie niezrozumiały paradoks. Dlaczego kraje mlekiem płynące, w których społeczeństwa spożywają niebotyczne ilości mleka: Szwecja, Norwegia, Niemcy, czy USA – najsilniej dotyka ten problem osteoporozy?

A Japonki, które nie piją mleka, a przynajmniej nie w takich ilościach, jak my Europejczycy – osteoporozy prawie że nie znają. Czy to tylko taki niezrozumiały paradoks? Czy raczej dowód, zbijający pewien mit….

Bo mit jest taki: Mleko to wapń. Fakt… A z tego punktu rachunek jest już prosty. Ale celowo zniekształcony tak, by wyszło że trzeba pić mleko.

Tymczasem jeżeli nasze dzienne zapotrzebowanie na wapń wynosi 1 g dziennie. Możemy pokryć je w zupełnie inny sposób. Bo np wapń zawarty w warzywach (czy migdałach) jest dużo łatwiej przyswajalny niż ten z mleka

7. Mleko a choroby cywilizacyjne typu nadwaga, cukrzyca, nowotwory….

Bo niewątpliwie jest jakiś związek między intenstywnym spożyciem mleka a pewnymi współczesnymi chorobami typu: nadwaga, cukrzyca, osteoporoza. Tyle, że nikt do końca, czarno na białym, nie chce tego, nie potrafi, czy nie może dowieść. Może dlatego, żeby czasem nie rozsierdzić potężnego mlecznego lobby… Tymczasem…

Są badania nieśmiało wskazujące na pewne zbieżności i nieszczęśliwe zbiegi wypadków. Np

Mleko a Rak piersi?

Są badania, które wskazują na zwiększone ryzyko zgonu na skutek raka piersi w powiązaniu ze spożyciem mleka. Mówią one o tym, że ryzyko zgonu z powodu raka piersi jest wyższe o 90% u kobiet, które spożywają dziennie 3 szklanki mleka w stosunku do tych, które wypijają mniej niż jedną szklankę mleka na dzień.

8. To, co pijemy, to już nie jest mleko od jednej krowy. Tylko od stada krów.

Dzisiejsze mleko niewiele ma wspólnego z mlekiem prosto od krowy. Bo nawet jeżleli reklamy poetycko każą nam wierzyć w tę krowę z alpejskich stoków…. Czy nęcą wizją beztrosko pasącej się krowy na bezkresnych alpejskich pastwiskach …

To dzisiejsza produkcja mleka i jego przetworów, nasze swoiste uzależnienie od tego rodzaju produktów i popyt na nie sprawiają, że takie urokliwe obrazki w wielu przypadkach można włożyć między bajki. Po prostu.

Bo to już nie jest to samo mleko, co kiedyś. Prosto od krowy. Dzisiaj to już jest zupełnie inna bajka. Bo w jednym kupnym litrze mleka możemy znaleźć, przemieszane razem, mleka nie od jednej krowy. Ale nawet od 30 000 krów. 30 000 różnych profili immunologicznych. Szklanka mleka, ale pozbieranego od całego stada krów. A jeszcze po drodze mleko przechodzi 20-30 etapów transformacji.

W konsekwencji jedna malutka szklanka mleka zawiera w sobie tyle różnych informacji, które musi przeanalizować, rozpoznać i poradzić sobie z nimi – nasz biedny układ odpornościowy.

Do czego zupełnie nie został zaprogramowany. Bo nasz praprapra…. przodek, jak pił mleko to od jednej krowy. Swojej swojskiej Krasuli. A jeszcze wcześniej ludzkość przeżyła kilka milionów lat w ogóle nie pijąc mleka.

Anachronizm? Ale na tym anachronizmie ukształtowały się nasze geny.

9. To już nie jest to samo mleko, co kiedyś. Krowy dzisiaj odżywiają się zupełnie inaczej.

Dzisiejsze krowy odżywiają się INACZAJ niż kiedyś. Wcale nie dlatego, że tak chcą. Dlatego, że to dyktują im twarde prawa rynku. Coraz twardsze dla współczesnych rolników i hodowców. Bo wszędzie panuje coraz większa konkurencja.

Kiedyś krowy spokojnie skubały sobie trawkę. Tak, jak natura w swojej mądrości to sobie zaplanowała. Dzisiaj podaje się im na talerzu, tzn do koryta mocno energetyczną żywność: mieszankę kukurydzy, rzepaku, zbóż. Nie z jakiejś szczególnej dobroci serca dla krów. Nie. Dlatego, że rachunek ekonomiczny jest prosty. Chodzi o to, by produkować więcej. Coraz to więcej.
A krowy to takie prawdziwe przodowniczki pracy. Produkują po 27 000 litrów rocznie.

Tyle że w tzw międzyczasie, tzn nie wiedząc kiedy: przeszliśmy z 2 000 l mleka rocznie na krowę do 27 000. Gdyby tylko od nas, ktoś wymagał, by pracować 13 razy więcej. Fizycznie niewykonalne. A krowa tak musi.

Produkowanie takiej ilości mleka wymaga energii, której krowa nie znajdzie na samym pastwisku. Dlatego jej codzienna dieta została wzbogacona o mieszaninę siana i zbóż, wzbogaconych z kolei w witaminy i składniki mineralne. Czyli generalnie podaje się jej coś bogatego w ziarna, ale za to o małej zawartości błonnika. Co może z kolei powodować u krowy problemy z trawieniem.

I znowu twarde prawa rynku. Kiedy krowy zaczynają produkować mniej mleka, idą na ubój. Jeszcze można je na coś wykorzystać… Czyli przerobić na stek wołowy.

10. Krowy też cierpią.

Dla nas to poprostu – szklanka mleka. Dla szczodrze obdarowującej nią nas krowy – szklanka goryczy.
Krowy – są zwierzętami inteligentnymi i społecznymi. Nie produkują mleka dla nas z czystej dobroci serca. Zmuszamy je do tego.

Krowy są sztucznie zapładniane, po to, by potem odebrać im młode (zaraz po porodzie). A dalej całe życie krowy jest jedną wielką tęsknotą.

Bo życie krowy biegnie od jednego sztucznego zapłodnienia do drugiego, od jednej ciąży do drugiej. Ledwie urodziła, na nowo jest zapładniana.

Co roku krowa rodzi małe, które są jej odbierane zaraz po porodzie. Bo krowa ma produkować mleko do udoju (dla nas), a nie dla swojego maluszka.

Ale to pozostawia po sobie rany emocjonalne. Krowa mleczna nigdy nie zazna radości przytulenia swoich małych. Te zostają oddane do krowiego przedszokola – kołchozu. A krowa-mama jest tu tylko po to, by produkować mleko. I tylko do czasu, kiedy robi to w miarę wydajnie. Bo potem to my zrobimy z niej pasztet.

Tu odrobina bezlitosnej matematyki: jeżeli krowa może żyć co najmniej lat 20. W praktyce idzie pod ubój raptem po 5-ciu latach. Kiedy jej produkcja mleka zaczyna spadać. Taki to jest ten nasz rachunek ekonomiczny. Recykling krowy w hamburgera.

Tymczasem krowa też ma uczucia. My co prawda traktujemy ją jako maszynkę do produkcji mleka. Ale …. jej osobiste dylematy, rozdarcia, emocje związane z utratą swojego dziecka też przenikają do jej mleka…. To po prostu jest coś nierozerwalnego i nieodłącznego.

Tyle krowiego cierpienia w jednej małej szklaneczce mleka. A jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że ta symboliczna szklanka mleka w praktyce pochodzi od całego stada krów…

Niestety, nie mamy możliwości rozróżnienia butelki mleka pochodzącego od dobrze traktowanej krowy od tej mającej bardzo smutne życie. Wszystko jest tu dogłębnie przemieszane….

Współczesne krowy są specjalnie genetycznie wyselekcjonowane pod kątem zdolności do produkcji mleka. Dlatego współczesne krowy np produkują dwa razy więcej mleka niż te w latach 60-tych. Same przodowniczki pracy. Ale….
Jeżeli krowa naturalnie daje 7 kg mleka dziennie, my potrafimy wycisnąć z niej dużo więcej. Tak zwiększyć jej moce przerobowe, że zamiast 7-iu kilogramów to będzie 27.

Ale jaki to wysiłek dla biednego zwierzęcia. Profesor John Webster ze Szkoły Weterynaryjnej z Bristolu porównuje codzienny wysiłek krowy z wysiłkiem kolarza podczas kolejnego etapu Tour de France. A oni przecież wszyscy są na dopingu…. A krowa biedaczka robi to bez znieczulenia.

Dlatego krowy nie są szczęśliwe. Wcale nie mają takiego sielsko-anielskiego życia, jak to widzimy w reklamie…. Uśmiechnięta krówka radośnie pasąca się na alpejskich stokach. Prawdziwe slow life.

Obolałe, rozrośnięte wymiona, krowa ciężko postękuje, wszystko ją pobolewa. Gabaryty jej wymion (związane z wymuszonymi przez nasze zachcianki nienaturalnie rozepchanymi mocami przerobowymi) zmuszają ją do nienaturalnego rozstawienia kończyn. Co często powoduje to, że krowa kuleje.

Prócz tego bolesne infekcje wymion, problemy z metabolizmem…

Nie ma że boli, bo my chcemy naszej codziennej porcji mleka.

Tymczasem, gorzka prawda jest tak, że my też często jesteśmy zrobieni w krowę… Chcielibyśmy wierzyć, że pijemy mleko na zdrowie…. Niestety. Spróbujcie tylko odstawić je na jakiś czas, a Wasze zdrowie i Wasza linia prawdopodobnie Wam za to podziękuje.

ZAPRASZAM DO FACEBOOKOWEJ GRUPY DIETA BEZGLUTENOWA – DIETA BEZMLECZNA.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Serwetki na szydełku i dlaczego igranie z pilotem od telewizora jest niebezpieczne.

 

Nie igraj z pilotem od telewizora…

Jest coś takiego jak fenomen pilota od telewizora. Problem z pilotem jest taki, że w zgodnym stadle telewizor jest jeden, a percepcje tego, do czego powinnien posłużyć – są dwie.

I tu używam słowa percepcja z czysto kobiecego punktu widzenia. Bo jak na wzorową strażniczkę domowego ogniska przystało, nie chcę otwarcie wykopywać wojennego topora. Tylko pilotem na odległość. Pełna dyskrecja i dyplomacja.
Znacie te aplikacje, co to potrafią przekierować telewizor na upatrzony kanał na odległość. Jak to działa w praktyce? W zgodnym stadle.

Jak niegdyś działały te barometry do przepowiadania pogody: chłop – baba- baba- chłop….
Baba to akurat wyskakiwała na deszcz. Można by się zastatnawiać: dlaczego i w ogóle, kto to wymyślił? Ja to nawet mam winnych na uwadze….

Ale wracając do naszego pilota od telewizora. Bo tu (w zgodnym stadle) zasada działania jest podobna: chłop – baba – baba – chłop – przemiennie przejmują kontrolę nad telewizorem. Na odległość.

Kochanie nie widziałeś mojego telefonu?

Wprawnym, bo przetestowanym dziesiątki razy ruchem ręki upycham telefon kolanem pod kanapę. Narzędzie świeżo popełnionej zbrodni. Dopiełam swego. Kanał jest mój: Królowe shoppingu. Bo on chciał oglądać mecz? Po moim trupie.

A tu masz Ci babo placek:

Dzwoni telefon. Czyj? No oczywiście, że mój. Z spod tej kanapy.

Złośliwość rzeczy martwych? Nie. Zapomniałam wyłączyć dźwięk. A on go tak namierzył. Bo chciał mi pomóc…. Co z tego, że ja tego nie chciałam…. Wytłumacz tu facetowi takie oczywiste oczywistości…

Morał: Nie bierz faceta na technologię. Bo on prawdopodobnie jest lepszy od Ciebie w te klocki….
Bo on po prostu chce sobie w spokoju obejrzeć mecz w telewizji. A baba mu miesza… Tym pilotem. Bo na innym kanale lecą Królowe Shoppingu.

Problem jest taki – reasumując, że telewizor jest jeden, a percepcje – dwie.

Królowe shoppingu i mecz. Mecz i Królowe shoppingu.

Królowe shoppingu, bo tak o nich piszę i nawet nie wiem, czy Wy w kraju też je znacie?

Koncepcja tego programu jest prosta. Babeczki latają po mieście w poszukiwaniu idealnej kreacji na zadany temat np na wieczór w operze… Tak sobie biegają od sklepu do sklepu. Przymierzają. Przeklinają te cholerne szpilki, że też nie pomyślała, że tak będą uwierać… Nie mogą się zdecydować. Same dylematy…

A jednak muszą dokonać wyboru. I to zanim zabrzmi gong. W rezultacie kupują cokolwiek. Z czego nigdy nie są do końca zadowolone. Po prostu samo życie. A w studio pozostałe uczestniczki „zabawy” solidarnie współczują:

Jak jej w tym nie do twarzy. Jak to ją pogrubia… Jak nie pasuje: jej do twarzy, do tematu, do koloru powiek…. Budująca ta kobieca solidarność.

No, ale wracając do tematu. Co wybrać? Mecz, czy Królowe Shoppingu? Królowe Shoppingu czy mecz? Bo:

  • Z jednej strony: trzymająca w napięciu do końcowego gwizdka dramatugia gry, strategiczne zagrywki, nieprzewidziane zwroty akcji.
  • Z drugiej strony: bezsensowne ganianie w tę i we wtę. I z powrotem. I to za czym?

Tu, żeby nie było nieścisłości… Żebyśmy się dobrze zrozumieli.
Za piłką. Bo piłka jest okrągła i ucieka. Tzn turla się. A nawet na chwilę nie można jej sobie w rękach potrzymać. Bo będzie karny. No ludzie…

W tym kontekście Królowe Shoppingu to zupełnie coś innego. To dopiero pierwsza liga.
Ale jak to bywa w życiu: ktoś musi ustąpić. Bo telewizor jest jeden, a percepcje są dwie.

Ktoś musi ustąpić. A że ustępuje mądrzejszy….Ustępuje kobieta….

Ustępuję ja…. I zamiast oglądać Królowe Shoppingu – dziergam….

I ot jak powstała kolejna serwetka.

Serwetka na szydełku

Rz. 1. Przerabiamy 9 oczek łańcuszka i zamykamy w kółko.

Rz. 2. Rządek zaczynamy trzema oczkami łańcuszka (zastępuje 1 słupek), dalej przerabiamy kolejne 23 słupki.

Rz. 3. Rządek zaczynamy 3 oczkami łańcuszka (zastępuje pierwszy słupek), plus 1 oczko łańcuszka. W każdy słupek z poprzedniego rzędu wbijamy po jednym słupku plus 1 oczko łańcuszka.

Rz. 4. Rządek zaczynamy 4 oczkami łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek) wbitymi w oczko łańcuszka z poprzedniego rzędu. Plus 2 podwójne słupki przerobione razem plus 3 kolejne podwójne słupki przerobione razem, wbite tym razem w kolejne oczko łańcuszka z poprzedniego rzędu. Plus 6 oczek łańcuszka. Kolejna grupa 6 – ciu podwójnych słupków przerobionych razem plus 6 oczek łańcuszka. Motyw powtórzony 12 razy.

Rz. 5. Zaczynamy 3 oczkami łańcuszka (zastępuje pierwszy słupek), plus 4 kolejne słupki. 2 oczka łańcuszka plus 5 słupków. Wszystko to wbite w łuk rozdzielający 2 grupy podwójnych słupków z poprzedniego orkążenia. Powtarzamy w każdym kolejnym łuku. Jeszcze 11 razy.

Rz. 6.

W łuk złożony z dwóch oczek łańcuszka z poprzedniego rzędu wbijamy 4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek) plus 2 oczka łańcuszka plus podwójny słupek plus 6 oczek łańcuszka. W kolejny łuk z poprzedniego rzędu wbijamy ponownie grupę: 1 podwójny słupek + 2 oczka łańcuszka + 1 podwójny słupek.

Rz. 7.

1 oczko łańcuszka (zastępuje pierwszy półsłupek) wbijamy w podwójny słupek z poprzedniego rzędu. Plus 3 półsłupki w łuk rozdzielający 2 podwójne słupki z poprzedniego okrążenia. Plus 1 półsłupek w podwójny słupek z poprzedniego rzędu. Plus 9 półsłupków w łuk z 6-ciu oczek łańcuszka z poprzedniego okrążenia.

Rz.8.

Zaczynamy 4 oczkami łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)wbity w półsłupek nad podwójnym słupkiem z rzędu nr 6. Dalej 3 podwójne słupki w kolejne 3 oczka w poprzedniego rzędu. 6 oczek łańcuszka plus 1 półsłupek wbity w połowie łuku z poprzedniego rzędu plus kolejne 6 oczek łańcuszka. Plus 4 podwójne słupki. Dalej 3 oczka łańcuszka plus 2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + ponownie 2 podwójne słupki. Plus 3 oczka łańcuszka i 4 podwójne słupki.

Rz.9.

4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)w podwójny słupek z poprzedniego rzędu + 3 podwójne słupki w 3 kolejne podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Plus 3 oczka łańcuszka + 1 półsłupek w połowie pierwszego łuku z poprzedniego rzędu plus 4 oczka łańcuszka plus kolejny półsłupek w połowie kolejnego łuku z poprzedniego rzędu. Plus 3 oczka łańcuszka. Plus 4 kolejne podwóje słupki w 4 podwójne słupki z poprzedniego okrążenia. 3 oczka łańcuszka. Grupa: (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka+ 2 podwójne słupki) wbita w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Plus 3 oczka łańcuszka. Plus 4 podwójne słupki. Powtarzamy 6 razy.

Rz.10.

4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)w podwójny słupek z poprzedniego rzędu + 3 podwójne słupki w 3 kolejne podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Plus 4 oczka łańcuszka + 1 półsłupek w połowie drugiego łuku z poprzedniego rzędu plus 4 kolejne oczka łańcuszka. Dalej 4 kolejne podwójne słupki w 4 podwójne słupki z poprzedniego okrążenia.
3 oczka łańcuszka. Grupa: (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki) wbita w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. 1 oczko łańcuszka i ponownie grupa: (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki) wbita w łuk rozdzielający 2 kolejne grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. 3 oczka łańcuszka. Plus 4 podwójne słupki. Powtarzamy 6 razy.

Rz. 11.

4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)w podwójny słupek z poprzedniego rzędu + 3 podwójne słupki w 3 kolejne podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Plus 3 oczka łańcuszka + 1 półsłupek w półsłupek z poprzedniego rzędu. Plus 3 kolejne oczka łańcuszka. Dalej 4 kolejne podwójne słupki w 4 podwójne słupki z poprzedniego okrążenia.
3 oczka łańcuszka. Grupa: (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki) wbita w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. 5 oczek łańcuszka plus półsłupek wbity w pojedyncze oczko łańcuszka z poprzedniego rzędu plus 5 kolejnych oczek łańcuszka. Znowu grupa: (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki) wbita w łuk rozdzielający 2 kolejne grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. 3 oczka łańcuszka. Plus 4 podwójne słupki. Powtarzamy 6 razy.

Rz. 12.

4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)w podwójny słupek z poprzedniego rzędu + 3 podwójne słupki w 3 kolejne podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Plus 1 oczko łańcuszka. Dalej 4 kolejne podwójne słupki w 4 podwójne słupki z poprzedniego okrążenia.

3 oczka łańcuszka. 4 grupy po dwa podwójne słupki rozdzielona dwoma oczkami łańcuszka wbite w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. Jeden półsłupek w łuk złożony z 5-ciu oczek łańcuszka z poprzedniego rzędu. Plus grupa (2 podwójne słupki + 2 oczka łańcuszka + 2 podwójne słupki) wbita w półsłupek z poprzedniego rzędu. Kolejny półsłupek w łuk złożony z 5-ciu oczek łańcuszka z poprzedniego rzędu. Dalej 4 grupy po dwa podwójne słupki rozdzielona dwoma oczkami łańcuszka wbite w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu. 3 oczka łańcuszka. Plus 4 podwójne słupki. Powtarzamy 6 razy.

Rz. 13.

4 oczka łańcuszka (zastępuje pierwszy podwójny słupek)w podwójny słupek z poprzedniego rzędu + 7 podwójnych słupków przerobionych razem. Wbite w 8 podwójnych słupków z poprzedniego okrążenia.
3 oczka łańcuszka. 4 grupy po dwa podwójne słupki rozdzielone dwoma oczkami łańcuszka wbite w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu.

Jeden półsłupek w drugi łuk rozdzielający grupy dwóch podwójnych słupków z poprzedniego rzędu.
Ponownie 4 grupy po dwa podwójne słupki rozdzielone dwoma oczkami łańcuszka wbite w łuk rozdzielający 2 grupy po 2 podwójne słupki z poprzedniego rzędu.

Jeden półsłupek w kolejny łuk rozdzielający grupy dwóch podwójnych słupków z poprzedniego rzędu.
Powtarzamy 1 raz. Aż dojdziemy do powtórzenia: 8 podwójnych słupków przerobionych razem na wysokości podwójnych słupków z poprzedniego rzędu.

Miłego dziergania.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Inne modele serwetek

Jak pomidor przebijał się na nasze stoły. Prosta sałatka z pomidorów

Czy wiecie, że pomidorkowi wcale nie było łatwo przebić się na nasze stoły?

TAK, pomidor nie miał łatwej drogi na nasze stoły. Zupełnie niesłusznie posadzono go na ławie oskarżonych i doczepiono łatkę truciciela. Tak przynajmniej było we Francji.

Bo we Włoszech, skąd pomidor do nas dotarł, pomidor szybko podbił serca i żołądki. Za to Francuzi długo dąsali się na naszego rozkosznego pomidorka. I dopiero w przededniu Rewolucji francuskiej przywrócono mu dobre imię.

O ile dzisiaj trudno wyobrazić sobie kuchnię włoską bez pomidora. Czy nie było by bez pomidora sztandarowego dania z południa Francji czyli: ratatouille. Tymczasem….

Pomidor dotarł do Europy dopiero w początkach XVI wieku.

Kiedy to Hiszpanie przepłynęli Atlantyk i dotarli do wybrzeży Nowego Świata. I odkryli tu pomidory. Czyli dziko rosnące warzywo w nadbrzeżnych dolinach Kordylierów. Na terenach dzisiejszego Peru, Ekwadoru, Kolumbii i północnego Chile. Ale ten praprzodek naszego swojskiego pomidorka był taki tyciusieńki. Nie większy od czereśni.

Kiedy hiszpańscy konkwistadorzy dalej zapuścili się w głąb nowego lądu, odkryli pomidory uprawiane przez Azteków i nazywane przez nich tomatl. Stąd wzięło się funkcjonujące np w języku angielskim czy francuski słowo tomato – tomate

Indianie przygotowywali z niego sos, do którego dodawali paprykę. Inne warzywo wywodzące się również z Ameryki Południowej.

Hiszpanie zabrali ze sobą nasiona pomidora do Europy. Działo się to na początku XVI wieku.

Tu pomidor najszybciej przyjął się w słonecznej Italii.

Pierwsza europejska wzmianka o pomidorach, dokładnie o uprawie pomidora pochodzi właśnie z Włoch, z królestwa Neapolu, należącego wówczas do korony hiszpańskiej.

Koło roku 1550 włoski botanik nazwał to warzywo pomo d' oro, czyli złote jabłko. Czujecie zbieżność z naszym pomidorkiem.

Dlaczego nazywamy pomidora – pomidor?

Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że pomidorka przywiozła do nas królowa Bona, to staje się oczywiste dlaczego nasz polski pomidor nazywa się podobnie jak ten włoski.

W przeciwieństwie do innych europejskich krajów, które nazywają pomidorka pochodnymi nazwy tomato, z języka Azteków tomatl.

No i może dlatego pomidorek przywieziony przez naszą włoską, czy o włoskich korzeniach królowę Bonę przyjął się wdzięcznie w naszej kuchni. Za to ten sam pomidor długo i pracowicie przedzierał się na francuskie stoły.

Jak Francuzi dąsali się na pomidora?

Jeżeli Włosi szybko wkroili pomidorka do swoich dań, tak że cała kuchnia włoska przesiąkła jego aromatem. Francuzi długo dąsali się na to Bogu ducha winne warzywko. Pełne smaku.

Co prawda pomidor dość dobrze przyjął się w słonecznej Prowansji. Ale z Prowansji do Paryża czekała go długa droga.

Prowensalczycy nazywali pomidora: pomme d' amour. Jabłko miłości. Bo w owych czasach każdemu nowo odkrytemu warzywku przyklejano etykietkę afrodyzjaku. Może w ten sposób roztaczano wokół niego pewną aurę pożądania. Co przyczyniało się do zwiększenia zainteresowania danym warzywkiem.

Tymczasem we Francji pomidor przez kolejne 2 i pół wieku po przywiezieniu go do Europy przez hiszpańskich konkwistadorów nie cieszył się najlepszą reputacją.

Od razu posadzono go na ławie oskarżonych, obok innych członków jego rodziny botanicznej.

Jako pospolitego truciciela.

Pomidor wywodzi się z rodziny Psiankowate (Solanaceae Juss.) – rodzina roślin z rzędu psiankowców. Tu podobieństwo do toksycznych jagód, prowadzące do zupełnie niesłusznych wniosków nie ułatwiło mu przebijania się na francuskie stoły.

Chodzi o wilcze jagody, czy pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna L.). Trujące jagody tej rośliny służyły nam niegdyś (na terenach naszego kraju) do trucia wilków. Stąd polska nazwa wilcza jagoda.

Do rodziny roślin psiankowate należą również inne rośliny o nazwijmy to kontrowersyjnej reputacji, tzn używki jak tytoń szlachetny, czy wywołujące stany odurzenia, jak lulecznica i bieluń.

  • Bieluń dziędzierzawa (z franc datura), to roślina, która przez młodzież jest traktowana jak narkotyk.
  • Lulek czarny, Jusquiame(fr) – czyli roślina, której nasiona w Indiach są czasem palone razem z opium w takich samych proporcjach, aby wywołać bardzo silny stan narkotyczny.
  • A także wiele gatunków wykorzystywanych jest leczniczo lub jako rośliny magiczne (np. mandragora).

Francuzi długo dąsali się na naszego rozkosznego pomidorka.

Dopiero w przededniu Rewolucji francuskiej przywrócono pomidorowi dobre imię.

W 1778 roku w popularnym katalogu roślin uprawnych przeniesiono nasiona pomidora z kategorii roślin dekoracyjnych do kategorii roślin jadalnych.

I tu pomidorkowi i jego karierze przysłużyły się ruchy wojsk. Tak że efektem rewolucji francuskiej i następujacego po niej okresu wzmożonych działań wojennych było to, że pomidor trwale podbił paryskie stoły. Funkcjonują tu 2 teorie:

  • Przybyli do Paryża żołnierze ze słonecznej Prowansji w 1793 roku z charakterystycznym akcentem z Marsylii domagali się od stołujących ich oberżystów dań na bazie pomidora. I tak wymogli na paryskich karczmarzach wprowadzenie do codziennego menu – pomidora. Który już od dawna zagościł i na dobre zadomowił się w kuchni prowansalskiej.

Choć bardziej przekonywująco brzmi inna teoria.

  • Jakoby to Prowansalczycy przybyli z południa Francji do Paryża, otwierający tu swoje własne karczmy, spopularyzowali w ten sposób pomidora w Paryżu.

Ale, jak to mówią: wszystko dobre, co się dobrze kończy. Bo i nawet swego czasu kontrowersyjny pomidorek na dobre zadomowił się na francuskich stołach. I aż chciałoby się powiedzieć: Alleluja.

Bo pomidorka rozkosznie można wkroić do każdej sałatki. I właściwie w każdej sałatce staje się gwoździem programu.

A tu taka moja turystyczna sałatka partyzancka.

Partyzancka, bo w ten sposób przemycam w niej różne warzywa. Tacy cicho ciemni. Idealna na wakacyjne wyjazdy. Do przygotowania w najbardziej polowych warunkach.

Sałatka z pomidorów.

Jej podstawą jest pomidor, ogórek i cebulka. Drobno pokrojone. To podstawowy przepis na tzw saładkę szirazi (jeżeli kiedyś wybierzecie się do restauracji perskiej, to stanowi tam ona obowiązkowy punkt programu). Dalej dodajemy wszystko to, co akurat mamy pod ręką: liście sałaty, oliwki, kiszone ogórki, liście bazyli, albo mięty, kapary, mozzarelę….
Doprawiamy do smaku np sosem winegret.

Smacznego

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Podobne wpisy

Bibliografia:

  • Eric Birlouez Pomidor – powolny podbój starego świata
Exit mobile version