Moja pierwsza kreacja.

Z dziennika malej fashionistki:

Oczywiscie zacznę od napisania, co założyłam na  moje pierwsze przyjęcie urodzinowe. Otóż wybrałam bardzo prostą kreację. Mama mówi, że elegancja tkwi w prostocie. A na taką wielką okazję wypadało być elegancką. To przecież ja będę  pełnić honory pani domu. Ale jednoczesnie całosć powinna być wygodna. Nie zapominajmy, ze moją główną pracą jest odkrywanie swiata.

A oto moja kreacja: sukienka o prostym kroju w motywy kwiatowo-truskawkowe i bose stopy.

Dlaczego ten wybór. Bo lubię kwiaty. Uważam, że kwiaty są urocze, radosne i ładnie pachną. Uwielbiam przyglądać się im (dlatego zawsze i wszędzie spozniamy się z mamą).

Mama opowiedziała mi, że jak była małą dziewczynką, to takie motywy kwiatowe były niezmiernie popularne. Styl ten nazywal się hippie od angielskiego  to be hip czyli żyć dniem dzisiejszym.

Hippisi nosili  luzne bluzki, z szerokimi rękawami, indianskie poncza, kolorowe paciorki na rzemykach. Do tego  długie włosy, opadające na plecy. A we włosy wplatali kwiaty. Panowie również – nosili długie włosy (ale nie kwiaty).

Sąsiad mamy pan Wlodek  tak się zafascynował tym stylem, że też zapuscił sobie włosy. Mama więc, ku zgrozie,  babci nazywała go pani Wlodek – bo jak długie włosy to pani. Logiczne.  Dzisiaj to po prostu pan Wlodek, bo włosy wyszły i wątpliwosci się rozwiały. To uregulowało problem gramatyczny mojej mamy i babci.

No a poza tym hipis nie nosi zegarka, chodzi boso, jest dzieckiem ziemi, nie depcze więc natury i stara się żyć z nią w zgodzie. To ja (choć jak zacznę chodzić to deptanie po trawnikach stanie się na pewno moją ulubioną rozrywką).

Source wikipedia

 

Paryz – Spacer po Bulwarze Sw Michala, czyli w samym sercu Dzielnicy Lacinskiej

Bulwar Swiętego Michała to deptak studentów i mieszających się z nimi turystów, a także przechodniów odwiedzajacych  tu tłumnie ksiegarnie, sklepy z ciuchami czy bary. Znajduje się on w słynnej Dzielnicy Lacinskiej. Jest położony na granicy między 5 -ym i 6-ym okregiem. Ciągnie się od mostu Swietego Michała (pont Saint-Michel) do Alei Obserwatorium  (Avenue de l’Observatoire).

Na Bulwarze Sw. Michała można spotkać młodzież z całego świata, która przyjeżdża studiować w Paryżu. Czesne na uniwersytetach francuskich jest niewielkie w porównaniu ze szkołami anglosaksonskimi.

Jest to dobry początek dla zwiedzania Dzielnicy Lacinskiej. Turyści najczęściej zaczynają od Placu Swietego Michała (place Saint Michel), który leży na przedłużeniu tego bulwaru. W oczy rzuca się tutaj 26 metrowa fontanna wsparta o narożnik jenego z budynków. Zbiera się przed nią młodzież studencka. To tu miały miejsca gwaltowne starcia z policją w czasie wydarzen majowych z 1968 r. Wtedy to na skutek swojej blizkości z Sorboną « boul Mich» był jednym z głównych miejsc starć między policją i studentami. Przez ponad miesiąc był zablokowany przez barykady i ciężarowki policji ( tzw. CRS ).

Bulwar Sw Michała (le boulevard Saint-Michel) został stworzony z inicjatywy Barona Haussmanna w XIX wieku, równolegle do ulicy Sw Jacka ( la rue Saint-Jacques), która wytycza historyczny podział Paryża na Północ-Południe.  Wraz z Bulwarem Sewastopolskim (le boulevard de Sébastopol), stanowił on nową wielką oś stolicy i z poczatku nazwano go  « boulevard de Sébastopol rive gauche »,  zanim zmieniono jego nazwę w 1864r.

Bulwar przechodzi przed Ogrodem Luksemburskim (le jardin du Luxembourg).

Jest to jedna z najbardziej zatloczonych, ale i sympatycznych ulic studenckiego Paryża. Pełne kawiarnie, tłok przy wejściu do Ogrodu Luksemburskiego.

Café de Luxembourg

Plac przed wejściem do Ogrodu Luksemburskiego.

No i oczywiście na bulwarze znajduje się całe mnóstwo sympatycznych kafejek.

Cafe Le Lutece

Sympatyczny mały zaułek odchodzący od Bulwaru Sw. Michała, z licznymi ksiegarniami i bardzo artystyczną atmosferą.

Pomnik Augusta Comte.

 

Podjełam decyzję: szukam własnego stylu.

Z dziennika malej fashionistki:

Witajcie.

Jestem Malinka. Dzis obchodzę moje pierwsze urodziny. Roczek to poważny wiek, by zabrać się za wyrabianie  własnego stylu. Mój własny mały charakterek wyrabiam sobie  już od kilku miesięcy. Taraz czas dorzucić do niego własny styl. Mam już małą ideę na ten temat. Lubię rzeczy, które od razu wpadają mi w oko, w których mi wygodnie i do twarzy. Chciałabym, by ten mój styl pasował do mojego charakterku. Zapytacie jaki jest ten mój charakterek. Jak już raz sobie cos upatrzę, to i wołami mnie nie odciągniesz.  Po prostu jak cos lubię, to tego się trzymam.

Przykład. Zabieram się za robienie artystycznego nieładu w zabawkach mojego brata.  Ten odciąga mnie na bok. Ja w ryk. Brat bierze mnie na kolana, głaszcze po głowie. Oczywista próba korupcji. Ale ja pozostaję nieugięta. Ryczę na całe gardło. Wszyscy zaczynają skakać wokół mnie. Ale ja w koncu robię to dla dobra tego imbecykla – mojego brata. Przecież cały dzien chodzi i marudzi, że mu się nudzi. A poukładanie bałaganu przynajmniej zajmie go przez jakis czas. Pisze imbecykl, bo usłyszalam to słowo i strasznie mi się spodobało. Ale może  nie do konca dobrze je wymawiam. Choć ja bardzo lubię wrzucić takie nowe skomplikowane  słowo. To tak jakby walnąć pięscią w stół. Nagle stajesz się w centrum uwagi. Mój styl powinien być własnie taki. Z osobowoscią. Z charakterem.

Zeby udowodnić Wam, że do realizacji wyznaczonego celu podchodzę w sposob profesjonalny, postanowilam przygotować listę tego, co lubię.

TO, CO LUBIE:

-Smiać się. W koncu smiech to zdrowie.

-Wprowadzać  nieład tam, gdzie panuje porządek.

-Przytulić się do mamy.

– Lubię przytulanki te żywe i te pluszowe.

– Mieć bose stopy (namiętnie w każdej sytuacji zdejmuję skarpetki)

-Pluskać się w wodzie.

-Biegać na czworakach.

-Wybrać się na spacer.

-Spać. Wszak sen to naturalny kosmetyk.

A oto fotorealcja z mojej ostatniej wyprawy.

Exit mobile version