18 mitów dotyczących odżywiania.

mity dotyczące odżywiania Mity dotyczące naszego odżywiania.

Tak, tym wpisem chciałabym rozprawić się z kilkoma mitami, w które kiedyś święcie wierzyłam.

Niektóre z nich może nie są nawet zgodne z tym, co głoszą dietetycy. Ale dietetycy też mają czasami takie dietetyczne klapki na oczy, byle kalorie im się zgadzały. A zapominają o tym, co dla naszego organizmu najważniejsze: że codzienna porcja żywności powinna przede wszystkim dostarczać nam witalności.

I tu nie będę rozpisywać się na temat wyższości naturopatów i podejścia naturopatycznego do odżywiania się nad tym reprezentowanym przez dietetyków. Bo w pewnych punktach są one zgodne. Ale podejście naturopatów do naszego odżywiania jest z założenia bardziej holistyczne i traktuje człowieka jako jedną całość – organizm, który myśli, czuje, przeżywa i potrzebuje codziennej porcji witalności.

Ale przejdźmy już do konkretów:

Mity czy fakty?

1. Czy nasza dieta rzeczywiście powinna być bardziej pożywna zimą?

Czy powinniśmy jeść bardziej tłuste, a więc w powszechnym rozumieniu bardziej pożywne potrawy, kiedy jest zimno?
Bo zimą generalnie jemy tłuściej niż przez pozostałą część roku.

Ale specjaliści twierdzą, że niekoniecznie jest to najszczęśliwszy pomysł. Pewnie wynika to z takiego nie do końca uświadomionego, czy nie zawsze głośno wypowiedzianego przekonania, że zima jest po to, by wyposażyć się w ochronną warstwę tłuszczyku, czy odłożyć trochę sadełka w ramach odkładania izolacji termicznej. Ale to wcale nie jest wystarczający powód, by popuścić sobie pasa.

Dlaczego? Bo zbyt bogata żywność wymaga od nas wyprodukowania dodatkowych enzymów, niezbędnych do jej przetrawienia. A to jest dodatkowy wysiłek dla naszego organizmu. Coś, co męczy go i pozbawia energii, która może bardziej przydałaby mu się by przezwyciężyć raczkujący dopiero co katar, czy temu podobne zimowe przypadłości.

A jeżeli zimą dajemy sobie takie wewnętrzne (i co nieco samozwańcze) rozgrzeszenie, by jeść więcej słodkości, czekolady, czy więcej produktów przetworzonych, to znowu: niekoniecznie robimy sobie dobrze.

Zimą jakoś łatwiej potrafimy usprawiedliwić przed samym sobą to, że mamy na nie ochotę. I jak ochoczo tę ochotę wprowadzamy w czyn.

Zima daje nam takie wewnętrzne przyzwolenie na ten pokutujący stereotyp, że zimą trzeba odłożyć sobie co nieco sadełka w ramach izolacji termicznej.

Tymczasem zbyt dużo cukrów i tłuszczów, zjadanych w nadmiarze – narusza wrażliwą równowagę naszej flory bakteryjnej. Co obniża odporność organizmu na bakterie.

2. Dlaczego nie powinno się jeść na stojąco?

Bo to taka współczesna forma oszczędzania czasu i bycia w fazie z nim. I dlatego niektórzy notorycznie jedzą na stojąco, twierdząc, że wymaga tego od nich rytm pracy. Nie zdając sobie sprawy i nie dopuszczając do siebie informacji o zgubnych długofalowo skutakach tego procederu….

Bo taki przyśpieszony i wkomponowany we współczesny tryb życia sposób odżywiania – jest bardzo niedobry, czy wręcz zgubny dla naszego organizmu.

Po pierwsze zjadamy w ten sposób więcej. Nawet do 50% więcej w porównaniu z posiłkiem zjedzonym na siedząco. Bo w większości przypadków ludzie, którzy jedzą na stojąco równolegle robią coś innego: na przykład maszerują, dyskutują przez telefon…, a jeszcze z doskoku klikają tu i tam myszką po komputerze.

W ten sposób ich uwaga nie jest rozproszona. Nie dość skoncentrowana na żywności, którą w siebie wkładają. Tylko na czymś innym. Ta ich uwaga jest zakłócona przez informacje zewnętrzne. Kiedy dodatkowo, obok jedzenia, koncentrujemy się na czymś innym niż jedzenie (wyjątkiem jest tu wspólne celebrowanie posiłku przy stole z rodziną, czy przyjaciółmi) – mniej zwracamy uwagę na to, co jemy, a bardziej na to, co nas rozprasza, zstresuje, nakłada kolejną presję.

Dlatego też przeżuwamy mniej uważnie, za szybko… Czasami po prostu łykamy w biegu.

W rezultacie nasz umysł jest zdezorientowany. Ma wrażenie, że organizm dostał niewielkie ilości jedzenia. Więc domaga się więcej. Uczucie sytości pojawia się później… A my po prostu przejadamy się, zupełnie nieświadomi tego faktu.

3. Dlaczego przejadamy się?

Przejadanie się jest spowodowane brakiem uważności podczas jedzenia.

Tak. Przejadanie się często jest spowodowane przez nieuważne jedzenie (robimy dziesięć rzeczy na raz, a jedzenie jest tylko jedną z nich, a szkoda) i wynikający stąd brak reakcji na rozpaczliwie wysyłane przez nasz przeładowany żołądek bodźce, że już dość, już starczy. Bo zapychamy się automatycznie i mechanicznie, bo wciągnął nas film, albo po prostu dla zabicia czasu.

Zamiast wsłuchać się w swój organizm. Jemy więcej niż możemy pomieścić. Z długofalową litanią negatywnych konsekwencji dla zdrowia.

Sekret dobrych zestawień pokarmowych….

4. Bo nie chodzi o to, by jeść same dobre rzeczy. Ale by dobrze je ze sobą zestawiać.

Nie tylko chodzi o to, by się dobrze odżywiać. Ale by dobrze zestawiać ze sobą odpowiednie składniki.

Sekret dobrych połączeń pokarmowych. Obrazowo mówiąc: nie chodzi o to, żeby zarzucić żołądek samymi dobrymi (najlepszymi) składnikami. Ale by nasz żołądek i w ogóle układ trawienny i cały organizm, jak najwięcej z tego skorzystały.

5. Dlaczego zamiast obsesyjnie wykluczać z codziennego menu wszystko to, co ma posmak cholesterolu – lepiej włączyć do niej więcej błonnika.

Dla osób, które mają problem z nadmiarem złego cholesterolu: warto pamiętać o wlączeniu do codziennej diety produktów, zawierających błonnik. Czyli te włókna roślinne, które wspomagają wydalanie cholesterolu z organizmu, obniżają absorpcję tłuszczów i cukrów, a przy okazji stymulują florę jelitową i przyspieszają tranzyt.

I tutaj kilka przykładów takich dobrych połączeń:

Generalnie chodzi o to, by komponować produkty zawierające cholesterol z produktami pochodzenia roślinnego (warzywa, owoce), bogatymi w błonnik.

I tu takim koronnym przykładem może być:

  • kaszanka z jabłkiem,
  • jajko na twardo ze startą marchewką,
  • ser w zestawieniu z warzywami i owocami.

mity dotyczące odżywiania

6. Dlaczego dieta bogata w warzywa i owoce sprzyja obniżeniu ciśnienia tętniczego.

Bo generalnie współcześnie nasza dieta obfituje w ukrytą sól… Nawet jeżeli nic nie solimy, to tej soli i tak prawdopodobnie trafia do naszego talerza całkiem sporo.

Jest to tzw ukryta sól (której obecności często nawet nie podejrzewamy): znajdziemy ją w najróżniejszych produktach.

Dlatego nie wystarczy mniej solić. Bo sól bez solenia znajdziemy szczodrze dodaną w takich produktach jak: chleb, sery, konserwy, przetworzona żywność, dania gotowe (doprawione do smaku własnie solą).

Dlatego, by zwiększyć skuteczność diety ubogiej w sól, warto zadbać o zwiększenie ilości przyjmowanego potasu.
Potas jest czymś w rodzaju antidotum na zawarty w soli sód (Na). I tu w potas bogate są produkty pochodzenia roślinnego. I nawet przypuszcza się, że własnie tu tkwi naukowe wyjaśnienie: dlaczego dieta bogata w warzywa i owoce sprzyja obniżeniu ciśnienia tętniczego.

Dlatego dobrym nawykiem żywieniowym byłoby łączenie produktów o dużej zawartości soli z produktami bogatymi w potas.

Dla zrównoważenia ilości obu pierwiastków.

I tu kilka przykładów takich zestawień:

  • szynka z melonem,
  • wędlina z ziemniakami lub wędlina z roślinami strączkowymi,
  • ser plus sałata lub ser z ziemniakami,
  • lub ogólnie mięso plus warzywa.

Ale tu też mamy drugą, czasami jakże smakowitą – stronę medalu:

Z tych samych względów dobrze by było unikać łączenia razem dwóch produktów bogatych w sól, a ubogich w potas.
Czyli lepiej byłoby więc unikać zestawień typu:

  • chleb z serem,
  • chleb z wędliną,
  • makaron z serem, bez dodatku produktów pochodzenia roslinnego, naturalnie bogatych w potas.

mity dotyczące odżywiania

7. Dlaczego dobrze jest łączyć ryż z soczewicą?

To np podstawa każdego szanującego się obiadu w kuchni perskiej.

Tak, bo ryż stanowi zródło białka pochodzenia roślinnego. Ale nie zawiera wszystkich aminokwasów. Brakuje mu lizyny.
Tę znajdziemy np w roślinach strączkowych typu soczewica, fasola.

Zestawiając obydwa razem: uzyskujemy pełnowartościowy posiłek. Tymbardziej, że obydwa świetnie się uzupełniają. Ryż jest ubogi w lizinę, ale za to bogaty w metioninę. W przeciwienstwie do roślin strączkowych, które są bogate w lizinę, a ubogie w metioninę.

8. Dlaczego smoothie – czyli jak nie podjadać pracując przed komputerem.

Smoothie oduczyło mnie podjadania słodkości przy komputerze.

Po prostu przygotowuję sobie cały blender pełen pysznego smoothie. Moja ulubiona mieszanka ostatnio to liście szpinaku, jabłko, khaki, 2 banany i woda…

Bo smoothie to taki prosty i smakowity patent. Może właśnie dlatego rozpętało się wokół niego ogólno światowe szaleństwo.

Przy całej rozkoszy dla podniebienia (jaką daje smoothie) – to bomba dla zdrowia. A dla mnie – moja prywatna, niesamowicie skuteczna i jeszcze nieopatentowana metoda, by ograniczyć podjadanie – szczególnie podjadanie słodkości przed komputerem. Coś dla freelancerów.

mity dotyczące odżywiania

9. Dlaczego nie powinieneś obierać owoców ze skórki, przygotowując smoothie.

Przygotowujesz sobie smoothie – nie obieraj owoców ze skórki.

Na początku byłam święcie przekonana, że tak właśnie trzeba…

Traciłam bardzo dużo czasu na obieranie wszystkich warzyw i owoców. A tylko pozbawiałam się w ten sposób tego, co najlepsze: czyli skórki, która stanowi powłokę ochronną rośliny (a więc tą ochronną skorupę załadowaną przeciwutleniaczami, które mają bronić ją przed czynnikami zewnętrznymi. A przecież dla nas to taka bomba dla zdrowia (szczególnie jeżeli sięgamy po produkty ekologiczne). A roślina szczodrze się z nami nimi dzieli.

mity dotyczące odżywiania

10. Dlaczego jedzenie surowych owoców na deser wcale nie jest dobre.

Tak,  jedzenie surowych owoców na deser nie służy niczemu dobremu.

I tu np Francuzi mają wpisany w swoją tradychę kulinarną bardzo zły zwyczaj jedzenia owoców na deser, na samym końcu posiłku. Jakby dla przypieczętowania solidnego obiadu, po daniu głównym, ale jeszcze po kawałku chleba z serkiem (ach te camembery, rocqueforty i inne brie – kulinarne must have we Francji).

Tymczasem zestawienie owoców z pieczywem jest trudne do strawienia. Generalnie owoce najlepiej było by jadać w odstępach od posiłków tj. pół godziny przed, albo kilka godzin po.

Dlaczego? Bo owoce trawimy bardzo szybko. Tyle, że jak wrzucamy je do żołądka po całej serii innych dań, długo muszą tam czekać na swoją kolejkę do strawienia. A wtedy zaczynają fermentować. To daje gazy, wzdęcia i inne efekty specjalne (mało seksowne i jeszcze mniej sympatyczne dla siebie i dla otoczenia).

11. Dlaczego soczek pomarańczowy zaraz po przebudzeniu nie jest dobrym pomysłem dla każdego?

Niektóre osoby zaraz po przebudzeniu serwują sobie świeżutki soczek pomarańczowy. Ale taka końska terapia witaminowa zaraz po wyrwaniu ze snu nie każdemu służy.

Dlaczego? Bo wszystkie owoce (no może z wyjątkiem banana) zawierają kwasy. Co prawda jedne więcej, drugie mniej.

Tymczasem nierówno wyposażyła nas wszystkich natura. Nie każdy organizm jest w stanie sprostać takiej porcji kwasów. I to z samego rana, kiedy jeszcze pracuje na spowolnionych obrotach. I jest dopiero na rozruchu.

U osób o słabszym metaboliźmie taki soczek pomarańczowy lub inne kwaśne owoce (które miały by z pozoru dodać mu witalności), gdy człowiek jeszcze jest niedobudzony, jeszcze trochę taki zmęczony lub poddenerwowany tym, co czeka go w ciągu dnia – wtedy te kwasy zawarte w owocach tylko niepotrzebnie zakwaszają mu organizm.

W takiej sytuacji lepiej wziąć głęboki wdech, odprężyć się, rozruszać swój organizm i po soczek pomarańczowy sięgnąć dopiero, gdy będzie chodził na pełnych obrotach.

mity dotyczące odżywiania

12. Dlaczego kupna zielona herbata – wbrew temu, co pisze się na opakowaniach – nie zawiera już żadnych przeciwutleniaczy?

Bo to jest kwestia tego, jak zaparzamy herbatę i kiedy po tym zaparzeniu ją wypijamy.

Jak zaparzać herbatę?

Odpowiednio długo. Im dłużej to robimy, tym będzie ona bogatsza we flawonoidy o działaniu przeciwutleniającym. A jednocześnie uboższa w teinę, fluor i aluminium.

Najlepiej zaparzać ją przez co najmniej 5, a nawet 10 minut. Bo tyle potrzeba do uwolnienia się katechin.
Ale jednocześnie warto pamiętać, by tak przygotowaną herbatę wypić w przeciągu godziny (od jej zaparzenia). W przeciwnym razie te bezcenne polifenole znikną.

Dlatego nie ma co się łudzić, że w zielonej herbacie kupowanej w butelkach zostało cokolwiek z dobroczynnych polifenoli.

13. Dlaczego herbata z mlekiem nie robi nam dobrze?

Dodatek mleka do herbaty anuluje jej dobroczynne właności.

Nie dorzucajcie do herbaty mleka (jak to robią Anglicy). Bo mleko utrudnia przyswajanie przeciwutleniaczy. I cały wysiłek na nic. Lepiej dorzucić cytrynkę. Ta pomaga. Na wszystko. Ale o tym innym razem.

Dlatego: Na nic zda się picie herbaty z mlekiem dla tego, by z pełnym przekonaniem skorzystać z jej dobroczynnych własności. Bo tych dobroczynnych własności po prostu już tam nie ma.

Mleko dodane do herbaty dezaktywuje zawarte w niej dobroczynne polifenole.

A jeszcze (i tu dobrze wiem po sobie): ile na takiej herbacie soczyście zakrapianej mlekiem da się przytyć.

14. Dlaczego margaryna nie jest zdrowszym zamiennikiem masła?

Jeżeli tak Wam się ona kojarzy to po prostu – ulegliście magii reklamy.

Bo marketingowcy od lat tak sprytnie podsuwają nam margarynę, jako produkt, który idealnie wpisuje się w zdrowszy, bardziej aktywny tryb życia. Dla osób, które długo chcą pozostać w formie, są aktywne fizycznie nawet w bardziej zaawansowanym wieku i nie lubią łykać tabletek. A jak przydarzy się im lekki problem z cholesterolem, to idealnym rozwiązaniem na to będzie margaryna.

Bo margaryna jako produkt pochodzenia roślinnego nie zawiera cholesterolu. To prawda. Ale wszystko reszta to już jeden wielki mit.

Bo margaryna to produkt mocno przetworzony.

I tu masło jest dużo zdrowsze od margaryny i dużo bardziej naturalne.

Jak mówi światowej sławy lekarz Hiromi Shinya (autor bestselleru The enzym factor):

No bo niby, jak to się stało, że oleje roślinne, które w temperaturze pokojowej występują w stanie ciekłym zostały tu przerobione na kostkę do smarowania kanapek? Bo tym właśnie jest margaryna.

Ano dodano do nich trochę chemii. Utwardzono je, tak że w margarynie mamy uwodornione tłuszcze (czyli takie do których dodano wodór).

15. Dlaczego ocet jabłkowy pomaga na trawienie?

Ocet jabłkowy jest genialnym rozwiązaniem dla osób mających problemy z trawieniem. Bo ocet ułatwia trawienie.

Jeżeli czujecie, że leży Wam coś na żołądku… Że zostało z obiadu i nie chce się ruszyć. Że zalega…. Wtedy można na chama przepachać to szklaneczką Coli…. (Coca Coli). Ta czyści nawet zardzewiałe monety, a co dopiero takie małe co nieco, które zalega nam na żołądku. Ale właśnie to zalegające nam małe co nieco można popchnąć odrobiną octu jabłkowego.

Ale lepiej byłoby wykazać się odrobiną zrozumienia dla własnego organizmu i współżyjącej z nim (tzn z nami) w symbiozie flory bakteryjnej. Po co Colą, skoro wystary popić to szklanką wody z rozpuszczonym w niej octem jabłkowym.

Bo o ile Cola pomaga na niestrawności… Tylko bój się Boga… Bóg jeden wie jak ona to robi i co tak na prawdę w niej jest (Cola pojawiła się na świecie, zanim pojawił się na nim urząd patentowy).

Za to ocet jabłkowy… nie tylko pomaga na trawienie. Ale przy tej okazji odnawia i naprawia naszą florę bakteryjną. A jeszcze sprawia, że to co jemy, nie idzie nam w biodra…. Bo ….

16. Dlaczego ocet jabłkowy jest idealny na idealną linię i na odchudzanie.

W XVII – tym wieku dworskie francuskie modnisie popijały wodę z octem i bezkranie opychały się pysznościami. Przynajmniej bezkarnie dla własnej linii. A takie to były czasy, że linia kobiety to był jej kapitał.

Te pyszności nie szły w biodra… Tylko prawdopodobnie znajdywały sobie inne miejsce…

Bo woda z octem to w pewnym sensie jest idealna recepta na to, by zjeść ciasto i mieć ciastko. Tzn nie mieć go na sumieniu….

Bo tu to czasami wręcz najdłużej zalega.

Nacieszyć się nim, mieć ciastko w miłej perspektywie. Bez tej złowrogiej skazy na linii. Bo popite wodą z octem, nie zalega, nie idzie w biodra… I aż chciałoby się powiedzieć
Alleluja.

mity dotyczące odżywiania

17. Dlaczego surowa dieta może być dobrym rozwiązaniem dla osób z problemami z trawieniem.

Nie trawię surowej żywności. – Bo taka krąży obiegowa opinia, że raw food – surowa żywność podrażnia układ pokarmowy tak, że nie każdy jest w stanie ją strawić i zasymilować.

Do tego niektórym osobom wydaje się, że ciepły posiłek to dopiero jest posiłek… A marchewki i inne sałaty to tylko zbędne przystawki dla snobów.

Ale raw food znajduje sobie coraz to nowych adeptów, dla których staje się objawieniem i początkiem nowego życia.

Bo to kwestia przestawienia organizmu na inną dietę.

Ktoś, kto nigdy nie jadł surowizny, nie ma przystosowanej do tego flory bakteryjnej, która pomoże mu ją ogarnąć.
Dlatego w pierwszym, drugim, trzecim podejściu – zetknięcie z raw food może przyprawić człowieka o takie poczucie. Ale wszystko jest kwestią czasu:

Bo z czasem okazuje się, że dieta raw food może być świetnym rozwiązaniem dla osób mających problemy z trawieniem. Dlatego…

Jeżeli masz trudności z trawieniem docelowo rozwiązaniem może właśnie okazać się raw food, czyli surowa żywność.

Czy włączenie jak najwięcej surowej żywności do codziennej diety.

Bo o ile nasz organizm musi najpierw przyzwyczaić się do raw food, szczególnie nasze jelita… Zaadoptować do niej swoją florę bakteryjną.

O tyle raw food, czyli żywność nieobrobiona, nieprzetworzona naturalnie zawiera w sobie enzymy. Co ułatwia jej trawienie.

Stąd może to wrażenie, czy przekonanie, że sałata nie syci. Bo tak szybko ją trawimy. Ale teraz kiedy pracowicie gotujemy naszą żywność, już w temperaturze powyżej 45 stopni Celsjusza enzymy zawarte w żywności bezpowrotnie ulegają zniszczeniu.

Co oznacza, że żeby ją strawić, musimy oprzeć się tylko i wyłącznie na naszych własnych enzymach. Czyli czerpać z naszego indywidualnego kapitału enzymatycznego. A ten nie jest niewyczerpany….

Dlatego właśnie osoby, które mają problemy z trawieniem, ciężko trawią, powinny włączyć jak najwięcej surowej żywności do swojej codziennej diety.

Sama należę właśnie do takich osób. Odkąd staram się jeść jak najwięcej surowizny, mimo że wymagało to pewnego okresu rozruchu, zapomniałam że mam, zawsze miałam, od dziecka miałam problemy z trawieniem. Może to zainspiruje Was do spróbowania.

18. Gdy idealna dieta okazuje się pułapką …

Kiedyś byłam bezdyskusyjną fanką zdrowego stylu życia. Czytałam (a wręcz połykałam) tomy książek na ten temat. I wszystko co przeczytałam od razu, bez mrugnięcia okiem wprowadzałam w praktykę.

Nie marnowałam żadnej okazji, by być w ruchu. Biegałam wokół piaskownicy, w ktorej bawiły się moje dzieci. W niepogodę biegałam po mieszkaniu, równocześnie doglądając moje dzieci. Po przebudzeniu obowiązkowo robiłam kilka pompek. Nawet do pracy chodziłam ze specjalnymi obciążnikami na kostki, by intensywniej maszerować.

Każda przesada na dłuższą metę prowadzi do problemów.

We wszystkim potrzeba odrobiny zdrowego rozsądku i umiaru.

Na początku te działania przyniosły niesamowitą poprawę. Czułam się lepiej, byłam w formie, poprawiła się moja odporność i wytrzymałość. Ale ja chciałam jeszcze więcej. Bo w miarę jedzenia (również najbardziej dietetycznych potraw) – apetyt rośnie.

Aż w końcu dziwna sprawa: znowu zaczęłam więcej chorować. Domyślacie sie dlaczego?

Po prostu wycieńczyłam mój organizm. Bo jak człowiek ciągle się rusza, oczyszcza organizm z toksyn i nie dostarcza mu wystarczającej ilości paliwa (w tym również tłuszczu) – to najlepszy mechanizm zacznie szwankować. Ja przemieniłam się w skórę i kości (przy wzroście 160 cm zeszłam do 43 kg) i siłą rzeczy wpędziłam się w kolejne problemy ze zdrowiem. Bo osłabiony organizm koncentruje się na swojej głównej funkcji jaką jest przeżycie: wypadają włosy, brakuje nam sił, wiecznie czujemy się zmęczeni (oszczędzamy energię) itp.

Uczmy się na błędach (lepiej cudzych niż własnych).

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na newsletter

Zaobserwuj mnie na Instagramie

Related posts

8 Thoughts to “18 mitów dotyczących odżywiania.”

  1. Brawo za pkt nr 7! Twierdzi się błędnie, że tylko mięso zapewnia komplet aminokwasów. Właśnie łączenie strączków z nasionami i orzechami czy kaszami zapewnia nam pełną pulę aminokwasów.

  2. Bardzo dobry artykuł! Bo każda dieta powinna być przdede wszystkim odpowiednio zbilansowana – nie może w niej zabraknąć niczego, czego potrzebuje nasz organizm. A każdy organizm jest inny! Gdy znajdziemy tę równowagę w tym, co jemy – przełoży się to na funkcjonowanie zarówno naszego ciała, jak i psychiki!

  3. Bardzo ciekawy i wyczerpujący wpis! Poruszasz naprawdę wiele ciekawych tematów, brawo!

  4. Bardzo trafne spostrzeżenia. To o przekładaniu biorę do serca.

  5. Aby jesc owoce ze skorka mocze przez godz w wodzie z octem.
    To dziala idealnie aby pozbyc wosku ktory jest _______ zrobilam test.
    Polalam goraca woda sliwki i zrobily sie biale – wosk.
    Natomiast po wymoczeniu w occie byly jak byc powinny !
    Tak samo zrobilam “komot” z jablek tylko umtych _____ w garnku zostal osad wosku …. paskudnie wygladalo !

    Ocet jablkowy popijam rano 🙂

  6. Roksana Prusaczyk

    bardzo ciekawy i rozsądny wpis, śwetnie dobrane wskazówki.

  7. Katrin

    Wszystko co związanie z odżywaniem i dietą to dla mnie czarna magia. Zazwyczaj w biegu, na szybko, albo na mieście. Dzięki za ten wpis – ciekawy i ze sporą dawką wiedzy! Może czymś się zainspiruje, ale nie obiecuje bo tak jak napisałam – w biegu, na szybko…..

  8. cholera a ja tak lubię jadać na stojąco i coś robić w międzyczasie…:)

Leave a Comment